PRZEZ INDIE DO NEPALU I Z POWROTEM

Ten blog powstał, by na zawsze uwiecznić wspomnienia z wyprawy do Indii i Nepalu. Niepostrzeżenie stał się częścią mojego życia. W korowodzie codziennych zdarzeń i spraw do załatwienia znalazłam w końcu miejsce na odnalezienie samej siebie.



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiedzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiedzanie. Pokaż wszystkie posty

26 czerwca 2017

Gibraltar Północy - Luxembourg, miasto o dwóch obliczach

Wszystko tu jest skrajne - nawet nasze samopoczucie po wczorajszych narodowych dniach Luxembourga i obchodach urodzin króla. W ciągu dnia nieznośne 35 stopni w cieniu, urocze stare i wąskie uliczki pełne miłych knajpek, liczne zabytki i niewielu turystów szukających cienia, a po kilku godzinach to romantyczne miasto zamieniło się w jedną wielką, dziką i szaloną imprezę z tłumem ludzi, pysznym drinkami i mięsiwem z grilla. Do białego rana każdy mijany zakątek pulsował innym światłem i muzyką. Wzięliśmy czynny udział w dorocznej paradzie z pochodniami (wyłudziliśmy nawet lampiony), poznaliśmy parę królewską i umęczeni wrażeniami odpadliśmy po fajerkach, a kiedy późnym porankiem wychynęliśmy na puste ulice (bo do 11 musieliśmy się wymeldować z cudownego i taniego (jak na Luxembourg) youth hostelu, który polecam każdemu) po imprezowaniu nie było nawet śladu. Były za to parady i pokaz sprzętu jeżdżącego, z którego największym powodzeniem cieszyło się włoskie Lambo policyjne. 


Kilka faktów historycznych - ale krótko
Miasto powstało w 963r na skrzyżowaniu dwóch dróg rzymskich. Zbudowano zamek na skale, a wokół niego rozrosła się osada. Z racji położenia miejsce to przechodziło z rąk do rąk, a w 1684r. niejaki Sebastian Vauban zaprojektował ciąg nowoczesnych fortyfikacji z kazamatami czyniąc to miasto imponującą do dziś, twierdzą nie do zdobycia. Na każdym kroku widać tu bogactwo - dlaczego? Wystarczy spojrzeć na dawną siedzibę potentata stali ArcelorMittal (po Nowej Hucie widać, że z czasem poszedł w postmodernizm). Podobno to nie niskie podatki, a nawet nie fakt istnienia tu  Kirchen - nowoczesnej dzielnicy zbudowanej dla pracowników UE, które podczas weekendów zamienia się w miasto duchów, ale właśnie stal daje bogactwo mieszkańcom Luxsembourga. Z ciekawostek Luxembourg produkuje kulki do długopisów BIC, czujniki zapięcia pasów samochodowych i mają samolot Boeing 747 specjalnie przygotowany do transportu słoni i żyraf :). A - no i jeszcze winda - wznosi się 67m i nie jest kolejką kablową - a jak działa? No cóż tego nie zrozumieliśmy... za to szklany taras nam się podobał - jak widać:
widok z tarasu windy
dawna siedziba ArcelorMittal
panorama Kirchen - po prawej filharmonia - to właśnie do niej się wybraliśmy na koncert Avishaia Cohena, który odbył się 23, ale maja nie czerwca - bilety na koncert miały być sprzedawane w marcu, a my już w styczniu kupiliśmy promocyjne loty i zarezerwowaliśmy noclegi i takim sposobem wylądowaliśmy w Luxemburgu w noc obchodów narodowych - przez pomyłkę, ale też fajnie. 

Zwiedzanie i ceny mieszkania / jedzenia
Luxembourg jest generalnie trójęzyczny, ale w praktyce dominuje francuski i niemiecki.
Na placu Guillame II znajduje się fantastyczne miejskie biuro turystyczne. Można u nich kupić wycieczkę z przewodnikiem (jedyne 18-20 euro (15 studenci), albo pobrać odpowiednią darmową mapę i przejść się samemu. Będzie to chyba lepszym pomysłem, bo UWAGA - przewodnik mówi w trzech językach i tłumaczenie trzy razy tego samego trwa w nieskończoność (więcej niż 3 godziny). Pierwszego dnia zrobiliśmy sami najbardziej popularną wycieczkę City Promenade, a w sobotę kupiliśmy wycieczkę Wenzel, bo w cenie biletu jest też wstęp do Kazamatów.
Większość muzeów jest bezpłatna, szczególnie dla studentów. Podobało nam się w Narodowym Muzeum Historii i Sztuki oraz w Forcie Thungen.
NAJLEPSZE MIEJSCA - ZDJĘCIA Z OPISEM
Średnio pokoje kosztują ok. 40-50 euro za osobę, w Youth hostelu 21 euro. Obiad mniej więcej od 10 – 20 euro, kawa 3-6 euro, piwo 4-5 euro, a na sklepy w centrum nie ma co liczyć, więc raczej trzeba jedzenie przywieźć ze sobą. Za to wszędzie jest dostępna woda do picia z miejskich dystrybutorów – jest pyszna i chłodna.  
Jak się tu żyje?
Jak u nas - zawsze można na coś narzekać. Jest bardzo eko - wśród zabytkowych ruin miasto uprawia warzywa i owoce bez żadnej chemii, mają też państwowe ule. Produkty są sprzedawane na miejscowym bazarku - wszystkie zyski idą na dalszą uprawę, a eko nasiona można dostać za darmo i samemu uprawiać. Są elektryczne autobusy i mnóstwo informacji typu nie marnuj wody, oszczędzaj prąd. Eko knajpy podają bio jedzenie, a jak coś kupują to tylko z fair trade. Podobałoby mi się to bardzo gdyby nie fakt, że papierosy są mega tanie i palić wolno absolutnie wszędzie. Jest to ten rodzaj wolności, którego najwyraźniej nie rozumiem. Po co się tak zdrowo odżywiam skoro wszędzie wdycham (szczególnie w knajpie) cyjanowodór, aldehydy, tlenki azotu i co tam jeszcze paskudnego?
Nieruchomości kontra zarobki
Oczywiście nieruchomości w centrum są drogie. Sprawdziliśmy - to fakt drogie horrendalnie! Podstawowa płaca dla niewykształconego pracownika to 2000 euro, ale górnej granicy nie ma - co oznacza, że w przypadku pracy dla rządu może nas być stać na zakup jakiegoś mieszkanka w centrum. Dla przykładu nauczyciel zarabia 6000 euro i to jest miłe, że się ten zawód jednak gdzieś docenia, a poza centrum można wynająć pokoik za 800 euro.  
Drogie jest też jedzenie i wszystkie sklepy są poza centrum miasta. Za ten sam produkt zapłacimy w Luxembourgu 30-70% drożej niż np.na terenie Niemiec (informacja niesprawdzona - to opowiedziane nam odczucie mieszkańca - sami sklepu nie widzieliśmy niestety), ale może i lepiej, bo jedzenie mają naprawdę dobre:


04 czerwca 2015

Paryż pełen smaków

Paryż w nowej szacie przybrany w lody z prażonego ananasa ze świeżą bazylią i z solonym masłem karmelowym pokazał swoją lepszą twarz. Mnóstwo tu ludzi zestresowanych szybkością życia w mieście zatłoczonym bardziej niż Nowy York i Londyn. Urocze z zewnątrz mieszkanka są tak małe, że Paryżanie sami o sobie mówią: metro, boulot, dodo (metro, praca, lulu). Wersal swoim zapierającym dech w piersiach przepychem jest w dzisiejszym minimalistycznym świecie chyba bardziej oderwany od rzeczywistości niż w swoim czasie, a sam jego widok tłumaczy Wielką Rewolucję Francuską.
Sławce najbardziej podobało się spanie, lalki w muzeum Lalek i wyjazd na Pompidou (bo wyjechała:)), Monice i Emilce mała kózka i ta świetna wioska Marii Antoniny, Oli ogrody w Wersalu, a Agnieszce to, że tu znowu była...

23 marca 2014

No i pękła setka do Żelazowej Woli

Idealna pogoda, lekki ciepły wietrzyk, nagie golenie, odrobina słońca i budząca się błyskawicznie zieleń. Tuż po pierwszym dniu wiosny do Kampinosu przyszło lato... Pojechaliśmy na zwiady, zeby zobaczyć ile możemy przejechać i jak zwykle troszkę się nam pomyliło i zamiast zaplanowanych 80km wyszło nam 100km (pierwsza setka w naszym życiu) i chociaż wracaliśmy lasem po ciemku to opłaciło się zobaczyć każdy kilometr tej drogi. Nocą uciekały przed nami zające, widzieliśmy puchatą łasicę i prawdziwe bagniska wypełnione ogromną ilością ropuch, a nawet rzęsorka rzeczka - niestety rozjechanego :( Przegrzmieliśmy najdzikszą, ściśle chronioną i najpiękniejszą leśną trasą w puszczy i wygłodzeni w końcu dotarliśmy do Żelazowej Woli. A tam tuż za zakrętem czekał na nas 'Przepis na kompot' z kaczką, wspaniałymi żeberkami i niezapomnianym torcikiem bezowym :) Potem jeszcze wizyta w parku otaczającym dom, w którym urodził się Chopin. To miesjce zmieniło się całkowicie od 2003r. kiedy byliśmy tu po raz pierwszy, a Bartek zgubił kluczyki od samochodu, które ostatecznie po godzinie szukania ich między drzewami odnalazły się w stacyjce :) Park zmodernizowano w 2010r., a jestem chyba sentymentalna, bo tamten nieuporządkowany i zakrzaczony podobał mi się bardziej... 
Route 2 526 254 - powered by www.bikemap.net
p.s. a dzisiaj nawet możemy chodzić bez pojękiwania - ale to już raczej zasługa nart i jogi. 

04 lutego 2014

W Lądku z Alexandrą

Glorious weekend? Take a Friend to London :D





17 kwietnia 2013

PAN KASZALOT I SMRODY Z WNĘTRZA ZIEMI NA WYSPIE W KSZTAŁCIE MOTYLA

Zdjęcia będą później... może nawet filmik jakiś?
 PODGLĄDANIE WALENIA 
Czterometrowe noworodki i nury na 1,5 kilometra ze średnią prędkością zanurzenia 170m na minutę? To robi wrażenie. Pan Kaszalot wygląda jak gigantyczna torpeda z przylepionym uśmieszkiem. Wielkie sympatyczne oko i stosunkowo mała uzębiona buzia, która może pożreć nawet 3m rekina, a człowieka połknąć w całości... Olbrzymie cielsko co kila minut wydaje z siebie głośne PUFFF wypuszczając z płuc strumień rozgrzanego powietrza na wysokość 1 m. Chociaż jest towarzyski to nie bardzo odpowiada mu towarzystwo ludzi. Żeby zanurzyć taką masę musi zrobić klasyczny 'scyzoryk' i to właśnie wtedy można zrobić wspaniałe foty płetwy wystającej z wody. Taka płetwa może mieć nawet 6m długości, więc jest co fotografować i chociaż wydaje się marzeniem każdego fotografa to teraz już wiem, że znacznie fajniej byłoby zrobić torpedę wyskakującą z wody! To musi być dopiero widok – samce mogą ważyć nawet 75 ton! Kaszaloty nigdy nie opuszczają rannego członka rodziny, dlatego tak łatwo na nie polować – wystarczy zranić jednego, by zabić całe stado. Polowania na kaszaloty zakazano w 1982r., ale one ciągle jeszcze to pamiętają i kiedy statek podpływa za blisko od razu dają nura przy akompaniamencie seryjnego trzasku migawek.
TREKKING NA WULKAN I DO WODOSPADU

Zimny wiatr przygniata do ziemi nieustannie piorąc deszczem. Zmęczone nogi ślizgają się w gliniastym błocie, a odór siarkowodoru staje się nie do zniesienia. W końcu wychodzimy na szczyt. Mgła taka, że kierujemy się ścieżką w kierunku największego smrodu, a szczypiące oczy sugerują, że zbliżamy się już do celu. Ziemia pod nogami jest tak ciepła, że niemal czuć tętniącą tam lawę. A może to tylko wyobrażenie? Ściany krateru pokryte są pyłem, a z trzewi ziemi wydobywa się niemożliwy smród trujących gazów. Bucha prosto w twarz i powala nas na kolana – potęgą i majestatem, magią tego miejsca, tym, że jesteśmy tu sami, możliwością zajrzenia do wnętrza ziemi, okropną pogodą i ostatecznie zapachem. Ostatnią aktywność La Soufrière wykazał nie tak dawno, bo w 1977 roku. Dlatego trudno się było oprzeć wylezieniu na szczyt tego niewysokiego (1467m n.p.m.), ale wciąż aktywnego wulkanu. Zresztą jest to najwyższy szczyt Małych Antyli. Przy normalnych warunkach pogodowych byłby to 2 godzinny spacer na szczyt, ale pewnie w miażdżącym upale – więc, nie wiem co lepsze.

Nie trzeba się sugerować znakami i można nie tylko obejść wulkan dookoła, ale prosto ze szczytu udać się oznakowanym szlakiem do Les Chutes du Carbet. Najwyższy z trzech wodospadów ma 115 metrów wysokości i jest najwyższym wodospadem na Karaibach. Drugi z nich niewiele niższy jest podobno najładniejszy, ale to już kwestia gustu. Jeśli chce się zrobić wulkan i te dwa wodospady podczas jednej wycieczki to na najniżej położony wodospad nie starczy czasu, ale za to uniknie się opłaty za oglądanie tego pośredniego wodospadu ;) Cała wycieczka zajmie ok.7 - 8 godzin. Jeśli zaś nie chce nam się wspinać, możemy podjechać na parking, uiścić chyba stosunkowo niewielką opłatę i wygodną ścieżką przejść się na 20 minutowy spacer do średniego wodospadu. 

WYSPA W KSZTAŁCIE MOTYLA 

Gwadelupa powstała z wielu wulkanów, które wybuchały w różnym czasie. Stąd podział wyspy na dwie części Basse Terre, części górzystej pokrytej lasem tropikalnym, oraz Grande Terre, części płaskiej i kamienistej. Wyspę odkrył Krzysztof Kolumb. Gospodarka kraju oparta jest głównie na turystyce. Gwadelupa może zaskoczyć. Nie sądziłam, że w dobie rozwijającego się biznesu można sobie pozwolić na niechętne lub nawet często siłą wymuszone obsługiwanie nie francuskojęzycznego klienta. A jednak! Mieliśmy problemy w restauracji, gdzie Pani w ogóle nie chciała się porozumiewać nawet na migi i początkowo w klubie nurkowym, gdzie mieli problem z zapisywaniem nas na kolejne nurkowania. Nie wynika to bynajmniej z nieznajomości języka, bo my nie mamy oporów, a nawet mamy już dość duże doświadczenie w porozumiewaniu się wszelkimi niewerbalnymi nawet sposobami. Skąd ta niechęć nie wiadomo, bo przy bliższym poznaniu ludzie są bardzo sympatyczni. Samochód najlepiej wynająć w INTERRENT – za niecałe 10 euro dziennie – to taniej niż skuter na Bonaire. Skuterów nie ma w ofercie, bo pogoda jest zmienna i często pada. Apartamenty są ładne, ale drogie. Najlepszym rozwiązaniem jest wynajęcie domu lub studia – pokój z aneksem kuchennym i lodówką. Jedzenie w knajpie jest drogie, więc lepiej gotować. Owoce i warzywa najlepiej kupować prosto z samochodu lub z miejscowych straganów. Ryby sprzedają rano na każdym nabrzeżu. Warto raz wybrać się na obiad i zjeść jakiś kreolski przysmak - krewetki czy lobstera lub choćby rybkę z grilla. Zestaw tzw. formule kosztuje przeważnie ok.12-14 euro. Przy kilku centrach nurkowych na plaży Malendure, najlepiej wybrać CIP – są polecani i najtańsi, ale trzeba wcześniej ustalić dokładne ceny usług dodatkowych – np. do nocnego doliczają 8 euro, nawet jeśli ma się własną latarkę. Do głębokiego wraku też doliczyli 8 euro, ale nie potrafili wytłumaczyć dlaczego ;) niby niedużo, ale jednak... za to cena za nurka w pakiecie jest tańsza o połowę! Sprzętu nie opłaca się zabierać, bo doliczają tylko 15 euro do pakietu. Płetwy mają do bani i pianki tylko krótkie. 

NURKOWANIE W REZERWACIE COUSTEAU 
Wypływamy zza cypla Basse Terre na niespokojne wody Atlantyku. Wściekłe 3-4 metrowe fale zalewają pokład i po raz pierwszy ktoś tłumaczy nam briefing na angielski. Mamy zachować wszelkie względy bezpieczeństwa, nurkowanie jest głębokie, są silne pływy – w końcu nurkujemy na środku oceanu! Przy ubieraniu sprzętu profilaktycznie trzymam język za zębami – butla jest tak ciężka, że na Guadeloupie po raz pierwszy w historii nie używamy balastu, a i tak teraz podrzuca mnie do góry z całym tym bagażem na plecach. W końcu jest sygnał i odchylam się w tył. To moja ulubiona część przygody. Wpadam prosto w bąbelki szampana i znów jestem w świecie ciszy. Nie ma fal, nie ma pływów, ale widoczność jest kiepska. Tutaj na Sec Pate trzeba się dobrze pilnować. Początek gór rafowych znajduje się dopiero na 17m i schodzi aż do 300m ;). Rafa jest fantastyczna, mieszka tu kilka ogromnych żółwi i pływa się w labiryncie 5-6 wież – coraz głębiej i głębiej– trzeba, więc zwrócić szczególną uwagę na głębokości, bo można się łatwo zapomnieć. Najwspanialszym wynalazkiem, który umożliwił człowiekowi swobodne poruszanie się pod wodą było skonstruowanie automatu oddechowego w 1942r. Jacques Yves Cousteau, który wydatnie przyczynił się do wyglądu współczesnego nurka, osławił także wyspę Pigeon na Gwadelupie. Przygoda Kapitana Cousteau zaczęła się na Malcie. Stary trałowiec Calypso przebudowany na prom do badań oceanograficznych, stał się symbolem przygody wypraw w nieznane. Przez 40 lat opłynął całą Ziemię rejestrując na setkach tysięcy metrów taśmy filmowej pełną życia głębię oceanów. Podmorskie Gwadelupskie głębiny ze "Świata ciszy" (Le Monde du Silence), filmu nagrodzonego Złotą Palmą na festiwalu w Cannes w roku 1956r. do dziś uchodzą za najpiękniejsze na świecie, a przynajmniej na Gwadelupie. Koniecznie musimy ten film obejrzeć! Woda, o stałej temperaturze 28 stopni (niezależnie od głębokości), podgrzewana jest wieloma podwodnymi źródłami. Na dnie wokół wyspy tworzą się miejsca, w których gołym okiem (umieszczonym w masce oczywiście) widać proces podgrzewania. Udało nam się zanurkować wokół wyspy, aż 15 razy, najbardziej jednak polecam wyprawę na Pointe Lezarde oraz na wrak Augustin Frenell. No i nurkowanie nocne – koniecznie. Jeśli ktoś oglądał 'życie Pi' to na pewno pamięta świecący plankton. To jest dopiero niesamowite! Pod wodą jesteśmy jak w stanie nieważkości, a kiedy wyłączy się latarkę dopiero można poznać znaczenie synonimu egipskich ciemności. Plankton świeci pod wpływem poruszania wody, więc wyobraźcie sobie siebie pod wodą w egipskich ciemnościach wykonujących piruety, wśród setek migoczących światełek. A im intensywniejsze te piruety tym więcej wirujących rozgwieżdżonych punkcików. Magiczne przeżycie kiedy tak kopie się konwulsyjnie na wszystkie strony, a jeszcze lepiej patrzeć jak ktoś to robi udając humbaka w epilepsji – i spoko – przecież nurka nie widać, bo widać tylko światełka... 

p.s. Najlepsze nocne nurki są na wraku Franjack i z plaży Malendure. 
p.s.2 nie należy świecić zbyt długo na kalmara, bo zaatakuje. Ja miałam szczęście, bo zacisnął mi się na ramieniu ubranym w pełną piankę (a jakby tak na twarzy! O zgrozo!), uczucie okropne, ale za to wiem, że można bardzo głośno wrzeszczeć pod wodą i to też słychać ;0

07 kwietnia 2013

4 NOCE W PARYŻU

Przy małym stoliku na mini talerzyku na niewielkim placyku leży śliczne ciasteczko. Wciśnięci w kącik w promieniach słońca wsłuchani w tysiąc języków. Tu szum ulicy, tam ktoś coś krzyczy, a wokół miliony ludzi. Pan Kelner coś bredzi, zmęczony jest chyba, bo poison to otrute, a mówi że ryba? Uśmiecham się błogo, bo choć patrzy srogo, to mnie to nie wadzi, że ze mną po francusku sobie nie poradzi. I choć ta śliczna mowa jest bogata w wyszukane i pięknie brzmiące słowa to Paryżanie działając przez wymuszanie powodują (w moim przypadku) szybkie uciekanie! I pstryczka im dam za to złe traktowanie: bo mają brudno i drogo i nadąsanie! To ja już wolę Rzym lub Oslo, bo Włosi i Norwedzy są jak bracia z siostrą ;).

28 lutego 2013

AMSTERDAM

Czasem wystarczy jedno popołudnie, żeby wiedzieć, że jeszcze się tu wróci...

23 kwietnia 2012

BEARLIN - nowoczesna potęga oczami małego Polaka

Ugoszczeni do granic przyzwoitości, z brzuchami pełnymi wspaniałego jedzenia i w znakomitym towarzystwie - zobaczyliśmy prawdziwe oblicze Berlina i to w fantastycznej niewymagającej formie - rejs w centrum miasta! Na deser piękna pogoda i poczuliśmy się jak w Wenecji, choć Berlin ma więcej mostów i jest nazywany Atenami wschodu ;). Na taką potęgę pracuje się latami pomyślałam z lekkim żalem patrząc na monumentalne budowle nad Sprewą. Stolica świata Germania poległa w obliczu przegranej wojny, ale skłonność do megalomanii pozostała. 81.000m2 Paul Löbe Haus i 65.000m2 Marie Elisabeth Lüders Haus zaprojektowane przez Stephana Braunfelsa to największe niemieckie inwestycje po zimnej wojnie. Połączenie budynków ze wschodu na zachód symbolizuje jedność Wschodnich i Zachodnich Niemiec oraz stanowi kontrapunkt do wizji nazistów. Most pomiędzy dwoma budynkami parlamentu nazywany jest przez Braunfelsa "skokiem przez Szprewę", a budynek Marie Elisabeth Lüders Haus jest wybudowany w miejscu przebiegu muru berlińskiego. Obie budowle utrzymane w stylu modernistycznym, proste w formie i oczywiście ogromne nie każdemu mogą się podobać. Nas zachwyciły, w końcu szkło i surowy konstrukcyjny beton to ostatnio nasze ulubione połączenie ;). Wszystkie te piękne zdjęcia zrobiła Dominika - dzięki wielkie :) Weekend w Berlinie i od razu nasuwa się pytanie skąd nazwa 'Berlin' dla tej nowoczesnej stolicy? Najmilszą wersją dla mego ucha jest ta, która podczas wizyty nasuwa się sama, czyli symbol Berlina we własnej osobie i mamy BÄR-LIN. Bo inaczej skąd miś berliński w herbie? (i nie mówię tu oczywiście Knut-cie). Wikipedia angielska i niemiecka podaje, że nazwa wywodzi się ze słowiańskiej sylaby 'berl' czyli 'bagno' (zważywszy na ilość wody w mieście, te tereny faktycznie mogły być dość bagniste...). Polska Wikipedia podaje, że według hipotezy Reinholda Trautmanna, nazwa jest zniekształconą nazwą Bralin i pochodzi od skróconej formy słowiańskiego imienia Bratosław. Na 'forum witryny Grzegorza Jagodzińskiego' znalazłam bardzo pasującą mi wersję, że nazwa może pochodzić od słowiańskiego wyrazu 'berlin' oznaczający rodzaj narty. Istnieją też hipotezy wiążące nazwę miasta z ptakiem - Bargiel, strażnicą - Bedlin, wzgórzem - Bardo, brodem - Brodlin, wyżej wsponianym misiem, a nawet z berłem. Wygląda więc na to, że każdy może wybrać wersję dla siebie ;) Ja wybieram tę z misiem!

26 lutego 2009

Norwegia - Oslo i Kon-Tiki



Zobacz więcej fotek NORWEGIA - MUZEA I NARTY

Norwegia jest niesamowita. Kiedy zapytaliśmy przyjaciół co im się nie podoba w tym kraju, nie potrafili odpowiedzieć. W zasadzie Norwegia jako miejsce do życia reklamuje się sama. Cudowne krajobrazy, przemili, uśmiechnięci ludzie, morze i góry. Kto by pomyślał, że tak wygląda dzisiaj ojczyzna okrutnych wikingów?!
Nie mogę nic powiedzieć o fiordach, bo ich nie widziałam (pewnie i tak z ręki by nie jadły ;)), ale i tak z Norwegii ciężko nam było wyjechać. Oczywiście, największy żal było opuszczać przyjaciół, którzy przyjęli nas po Polsku, z wielką gościnnością! Jedyne pocieszenie to, że jeszcze się przecież zobaczymy!

Z CIEKAWOSTEK:
1. Norwegia jest najrzadziej (po Islandii), zaludnionym krajem w Europie. Średnia gęstość zaludnienia wynosi 14,7 mieszkańca na 1 km². Największym i najbardziej zaludnionym miastem jest Oslo. W Norwegii żyje się w wielkim dobrobycie i bardzo spokojnie, pewnie dlatego przeciętna długość życia obecnie wynosi 78,7 lat i należy do najwyższych na świecie.
2. Podobno (wg wikipedii) 80% Norwegów to niebieskoocy blondyni.
3. Norwegia jest monarchią konstytucyjną. Według konstytucji, król ma bardzo szeroką władzę, ale kiedy ostatnio został złapany za jazdę bez ważnego biletu dosolili mu karę, jak każdemu obywatelowi.
4. Norwegia należy do państw o najwyższym poziomie rozwoju gospodarczego. Nasi rodacy, po 5 latach legalnej pracy nabywają prawa emerytalne :). (to nic dziwnego, że nie chcą wracać, mi ostatnio OFE naliczyło aż 3000pln na moim funduszu)
5. Norwegia jest piątym co do wielkości producentem energii wodnej na świecie i jedynym społeczeństwem, zdolnym sprostać krajowemu zapotrzebowaniu prawie wyłącznie w oparciu o energię wodną.
6. Międzynarodowe Stowarzyszenie Osób Podróżujących Koleją umieściło linie Bergen i Flaamsbana na liście 25 najlepszych podróży świata, biorąc pod uwagę m.in. przykryte śniegiem wierzchołki gór, migotliwe jeziora i ogłuszające wodospady.
7. Norwegia nie jest członkiem UE i jest z tego jak najbardziej zadowolona.
8. Praca w Norwegii oznacza bardzo, wysokie zarobki, ale potrzebujemy zezwolenia na pracę. Norwegia to bardzo bogaty kraj, ale wysokość cen w sklepach jest zawrotna dla Polaków - szczególnie jeśli chodzi o ceny chleba (ok.12zł.), mięsa (kurczak ok.70zł/kg) i alkoholu (czysta wódka ok.200zł.), ale łosoś za to tylko 40zł/kg. Norweska wódka to Akvavit - piją ją szczególnie w okresie świąt Bożego Narodzenia i w maju podczas święta konstytucji. Jest dość słodka - kolor żółty do bursztynowego im ciemniejsza tym starsza i lepsza :).
9. 10 tys. lat temu, gdy lody stajały, morze wypełniło doliny, które Norwedzy nazwali fiordami. Najdłuższym fiordem Norwegii jest Sognefjord (Sognefjorden) - drugi pod względem długości fiord na świecie. Ciągnie się 203km w głąb lądu i ma 1308m.
10. Podobno tylko w Norwegii w środku lata można zjechać na nartach nieopodal piaszczystej plaży i wykąpać się w ciepłym Oceanie! Norwegia słynie też z białych nocy i zorzy polarnych. Żeby przez całą dobę grillować trzeba znaleźć się w północnej części kraju, od połowy maja do połowy lipca. Natomiast zjawisko zorzy polarnej (ok. 100 - 300 km nad Ziemią) szczęśliwcy mogą zaobserwować w okresie jesienno-zimowym (październik-luty) na północ od koła polarnego.

OSLO
Na zwiedzanie Oslo można poświęcić dwa dni, jeden to centrum i port - drugi muzea. Rewelacyjne miejsce to wyspa Bygdoy, gdzie znajduje się kompleks muzeów.
W muzeum wikingów można zobaczyć świetnie zachowane łodzie, stroje, a nawet trumnę z zachowanym szkieletem kobiety (bardzo malutka ta trumienka:)).

FRAM - ŁÓDŹ POLARNA
Od NORWEGIA - MUZEA I NARTY

Satek polarny Fram został umieszczony wewnątrz trójkątnego gmachu muzeum, specjalnie w tym celu wybudowanego. Olbrzymia sala wystawowa prezentuje oryginalny statek polarny Fram z 1893r. z całym wyposażeniem. Dni największej chwały Fram ("Naprzód") przypadają na rok 1911, kiedy na statku, mającym za sobą już trzy ekspedycje, wyruszył w drogę Ronald Amundsen, docierając w pobliże bieguna południowego. Muzeum jest ciekawie zaprojektowane. Statek można obchodzić dookoła z poziomu podłogi i wspinać się na piętro, by podziwiać pokład, a wszystkie ściany muzeum są wykorzystane na przedstawienie historii wypraw, pamiątek i wszelkiego rodzaju urządzeń wykorzystywanych w tamtych czasach. Jest też sporo starych fotografii, a nawet wypchanych biednych zwierzaków, które niegdyś żyły na biegunie. Największą atrakcją jest jednak możliwość wejścia na pokład, a nawet pod pokład! Można przekonać się na własnej skórze jak wyglądała podróż takim statkiem, zobaczyć stare narty i sanie, a nawet zajrzeć do maszynowni, a jak ktoś cierpi na klaustrofobię, to niech lepiej nie zagląda do pomieszczeń dla załogi :).

KON-TIKI
Od NORWEGIA - MUZEA I NARTY

To fantastyczne muzeum/galeria przechowujące oryginalne tratwy i pamiątki z wyprawy przez Ocean Spokojny w 1947r. O tej wyprawie została napisana książka - Norwega Thora Heyerdahla, a na jej podstawie nakręcono film, nagrodzony Oscarem (Oscara mamy na zdjęciu). Celem wyprawy było udowodnienie, że ludzie przybyli na Polinezję z Południowej Ameryki.
Wyprawa wyruszyła z Peru 28 kwietnia 1947r. na małej tratwie zbudowanej z drewna balsowego. Prowadzona przez sześciu ludzi tratwa przepłynęła 4300 mil morskich w ciągu 101 dni i ostatecznie rozbiła się o rafę atolową. Tratwa została zbudowana z 9 pni balsowych o długości do 13,7 metra oraz średnicy 60cm połączonych razem linami konopnymi. Tratwa posiadała maszt o wysokości 9m oraz kabinę o wymiarach 4,2 na 2,4m i wysokości 1,5 m przykrytą liśćmi bananowca. Heyerdahl zorganizował kilka kolejnych wypraw, pokonując w 1970r. Atlantyk w łodzi zbudowanej z papirusu, nazwanej Ra II. (Ra I zaczęła przeciekać i zatonęła). Heyerdahl chciał w ten sposób dowieść, że być może istniały jakieś związki między mieszkańcami Egiptu i Ameryki Południowej. W 1977r. Heyerdahl rozpoczął jeszcze jeden rejs na trzcinowej łodzi. Wyprawa Tygrysa („Tigris”) miała na celu zbadanie problemu szlaków handlowych i kontaktów kulturowych odbywających się od około 3000r. p.n.e. poprzez ocean, pomiędzy Sumerami w Mezopotamii a innymi ośrodkami kulturowymi na Bliskim Wschodzie, w północno-wschodniej Afryce i w dzisiejszym Pakistanie. Muzeum skrywa sporo niespodzianek np. pod oryginalną Kon-tiki jest przedstawiony podwodny świat i naturalnych rozmiarów rekin wielorybi. Nie zdradzę wszystkich szczegółów żeby zachęcić do zwiedzania.

Komu w drogę - temu do Norwegii czas ...

Samochodem z Moss (60km od Oslo) jedzie się 8 godzin do granicy z Niemcami(z przepisową prędkością). Po drodze przejeżdża się przez dwa długie mosty nad morzem. Ilość km ok.1000 - dalej nie podaję, bo w Niemczech nie ma żadnych ograniczeń i każdy jedzie z inną prędkością i do innego miejsca w Polsce.

KOPENHAGA I CHRISTIANIA
Od NORWEGIA - MUZEA I NARTY

W drodze powrotnej można zatrzymać się w Kopenhadze. To ogromne, nowoczesne miasto, niezwykle klimatyczne królestwo rowerów. Nam starczyło czasu na Christianię - dzielnicę alternatywnej kultury. Christiania, zwana jest także Wolnym Miastem. Duńskie władze nadały jej mieszkańcom legalny status niezależnej społeczności, częściowo zwolnionej z płacenia podatków. Miejsce to zasłynęło na świecie jako prężny ośrodek ruchu hippisowskiego. W szczytowym okresie Wolne Miasto zamieszkiwało kilka tysięcy ludzi, obecnie ich liczba nie przekracza 900. W 1994 roku mieszkańcy Christianii opracowali własny, nieoficjalny, obowiązujący do dziś "kodeks" praw, mają także własną flagę. W myśl ustanowionych przepisów w mieście zabronione jest używanie samochodów, kradzieże, korzystanie z broni, kamizelek kuloodpornych i ciężkich narkotyków. W Christianii zakazuje się także filmowania i robienia zdjęć miejscowym. Warto wiedzieć - by uniknąć kłopotów - że na terenie Christiani nie wolno biegać - osoba która biegnie jest bowiem postrzegana jako złodziej lub policjant.



Anna Bucholc prosi o komentarze:

14 listopada 2008

M jak Madera

Zobacz inne fotki MADERA - OCEAN I OGRODY

No warto bylo wstać o 5 Madera jest super 20 stopni slonce i wiaterek znad oceanu na zdjęciu widok z okna no zyc nie umierać :)
ZIELONA WYSPA, LEVADY, SANKI i WINO
Madera to zielona wyspa. Wspaniałe zielone góry i przepięknie kwitnące kwiaty. Na Maderze rośnie wszystko to, co w Polsce hodujemy w domowych doniczkach, jest tylko o wiele okazalsze i bardziej kolorowe. W każdym zakątku spotykaliśmy cudowne ogrody, a w nich wspaniałości, o jakich nawet nie śniło się polskim ogrodnikom. W kwietni odbywa się coroczna parada kwiatów. Jej otwarcie zapowiada wybuch stu petard. Wszyscy mieszkańcy uczestniczą w paradzie, a wszystko jest przystrojone przepięknymi kwiatami. Wiosna to przepiękna pora na odwiedzenie Madery, ale jeśli ktoś chciałby nacieszyć się delfinami i wielorybami powinien wybrać się w terminie od maja do końca października. Z pogodą nie ma problemu przez cały rok jest ok.20C, tylko w październiku i listopadzie bywa pochmurno.

Jeśli na podróż wybierze się wrzesień to można uczestniczyć w święcie wina. I warto. Na Maderze najlepsze wino to oczywiście Madera :). Przed zakupem wina należy skorzystać z możliwości degustacji (3euro), bo wino jest mieszane z brandy i smakuje inaczej niż wina, które zazwyczaj pijemy. Ja np. przepadam za wytrawnym ew.półwytrawnym, a Madera smakuje mi tylko słodka, lub półsłodka. Madera wystawiona na działanie powietrza, jako jedyne wino nie ulega zepsuciu. Najważniejsze w produkcji jest ogrzewanie wina przez trzy miesiące w temp.30-40C. Początkowo wino było wysyłane na rejsy statkiem, odkryto bowiem, że wina wracające z „morza” były o wiele lepsze w smaku niż te wytwarzane na lądzie. W późniejszych latach przeprowadzono eksperyment i okazało się, że to nie bujanie na falach, a właśnie temperatura wpływa na jakość wina. Jest kilka rodzajów Madery:
SERCIAL – z niemieckiej odmiany winogron – wino wytrawne
VERDELHO – półwytrawne wino z winogron włoskich, hiszpańskich i portugalskich
BUAL – półsłodkie wino z odmiany burgundzkiej (ta odmiana w 1977 uzyskała medal)
MALMSEY – z Krety daje słodkie wina. Terrantez to rzadka odmiana półwytrawna z argentyny, a Bestardo to stara francuska odmiana dająca wina bardzo słodkie.
Koniecznie trzeba spróbować przejażdżki na sankach – płozami po asfalcie, 20C i słońce. Trasa saneczkowa Monte to tylko 2 km, ale jaka jazda! Ernest Hemingway opisał ten zjazd jako najbardziej ekscytujące doświadczenie w jego życiu, ale zważywszy na historię jego życia nie było to raczej na serio.
LEVADAS – to kanały wykonane przez pierwszych osadników w celu wykorzystania słodkiej wody w rolnictwie. Levady są wykorzystywane do dziś i jest ich na Maderze ok.1600km. Ciągle buduje się nowe kanały wodne, także takie które zasilają elektrownie wodne. Przy wszystkich kanałach są wąskie ścieżki, które początkowo służyły tylko konserwatorom, a obecnie są także atrakcją turystyczną.
WIELORYBY – wokół Madery można spotkać niemal wszystkie gatunki kaszalota, finwala, humbaka i płetwala błękitnego. Zakaz połowów wielorybów wprowadzono dopiero w 1981r. W przeciągu 40 lat wielorybnicy z Madery zabili 5885 wielorybów. Moby Dick z 1956r. był nagradzany ze względu na autentyczność scen połowów, które zostały nakręcone właśnie na Maderze (Canical). Paradoksalnie byli wielorybnicy pracują obecnie przy ochronie tych pięknych ssaków, inni znaleźli zatrudnienie w turystyce.

p.s. Właśnie przed chwilą (06.02.2012r.) Pan Adam - nasz Ślusarz opowiedział mi historię króla Polski i Węgier Władysława III, który według legendy nie zginął w bitwie pod Warną w 1444r., ale po latach wędrówek osiadł na Maderze. Podobno mieszkał w Madalena do Mar, nadmorskiej posiadłości darowanej mu przez portugalskiego króla, położonej kilkanaście kilometrów na zachód od Funchal. Tam ożenił się z portugalką Anną i jako Henrique Alemao, rycerz św. Katarzyny na górze Synaj doczekał późnej starości. Niestety posiadłość została zniszczona i nie zachowały się ślady jego bytności.
Anna Bucholc prosi o komentarze:

02 września 2008

Odessa i 7 rocznica


Wczoraj spędziliśmy caly dzien na zwiedzaniu kąpieli i przyjemnościach. Mamy pokój z widokiem na morze i 100m do plaży. Wieczorem zrobilismy imprezę grillowa z okazji 7 rocznicy ślubu zakończona nocna kąpielą. Dzisiaj jedziemy do Akermanu zaczyna sie powrot do Polski-Krym bedzie nastepnym razem.

27 sierpnia 2008

Kamieniec Podolski


Odległość: niecałe 200km prędkość: niecałe 40km/h Kamieniec Podolski piękny. śpimy na terenie twierdzy w Chocimiu ;) a zdjecie jest z poprzedniego noclegu w przydroznym sadzie

20 sierpnia 2008

AGRA – TADŹ MAHAL – SYMBOL POTĘGI MIŁOŚCI

7 lipca 2007 r. Tadź Mahal został ogłoszony jednym z siedmiu nowych cudów świata. Nie bez przyczyny. Tadź Mahal jest wykonany
z tworzywa, którego nie ma na terenie Indii – z białego marmuru. Zarówno wewnątrz, jak i z zewnątrz jest zdobiony drogocennymi kamieniami. Zewnętrzne ściany zdobią wersety Koranu wykonane
z czarnego marmuru. Wszystkie ozdoby są osadzone w idealnie dopasowanych żłobieniach. To miejsce ma niezwykły czar i urok.
Ten piękny i monumentalny grobowiec wygląda fascynująco zarówno
w promieniach zachodzącego jak i porannego słońca. To symbol potęgi miłości. Sama budowla jest przepiękna i w pełni zasługuje na miano cudu świata, ale to miejsce wzbudza ogromny smutek, kiedy zna się jego historię.
Legenda głosi, że Mumtaz Mahal umierając wypowiedziała dwa życzenia: prosiła Szah Dżahana, ukochanego męża, żeby się już więcej nie ożenił i żeby zbudował jej mauzoleum najpiękniejsze na świecie. Szah Dżahan dotrzymał obu obietnic. Mumtaz umarła w wieku 38 lat rodząc 14 dziecko. Wychodząc za mąż miała zaledwie 19 lat. Szah Dżahan rozpaczał po jej śmierci, ale zgodnie z obietnicą podjął się budowy. Mauzoleum Mumtaz budowało 20 tys. robotników z całego świata, przez 22 lata pracując dzień i noc. I tak, wśród zieleni ogrodów nad brzegiem Jamuny, na marmurowej płycie powstała przecudna kopuła: biała jak kieł słonia, delikatna jak poranek, harmonijna jak muzyka. Szah Dżahan nie poprzestał na wybudowaniu Mauzoleum dla Mumtaz. Chciał połączyć się z ukochaną na wieki
i dlatego postanowił po drugiej stronie rzeki Jamuny wybudować mauzoleum dla siebie – tym razem z czarnego marmuru. Most nad rzeką miał połączyć ich dusze i zapewnić wspólną wieczność. Niestety, budowa mauzoleum dla Mumtaz pochłonęła już większość majątku państwa i syn Szach Dżahana był zmuszony odsunąć go od władzy. Szah Dżahan dożył ostatnich dni w pięknym pałacyku z widokiem na Tadź Mahal. Pochowano go w krypcie obok ukochanej żony.

Anna Bucholc prosi o komentarze:

VARANASI - BENARES - ŚWIĘTE MIASTO

Varanasi – Benares to święte miasto. Każdy Hindus powinien
je odwiedzić przynajmniej raz w życiu. Benares jest także nazywany KASI – czyli Miasto Boskiej Światłości. Jeśli Hindus umrze w Benares, ma największe szanse na mokszę (zbawienie). Miasto jest pełne pielgrzymów, którzy pragną dokonać ablucji w świętych wodach Gangesu. Ganga Jatra (podróż, pielgrzymka), każdego Hindusa rozpoczyna się u źródeł rzeki na lodowcu, a kończy się właśnie
w Benares. Ganges to setki dopływów płynących ze zboczy Himalajów. To najświętsza rzeka w Hinduskim świecie. Hindusi wierzą, że Ganges to bogini Ganga spływająca ze szczytu góry Meru – twierdzy bogów. Bogini spływa po włosach Śiwy. Kąpiel w Gangesie oznacza oczyszczenie obecnego życia i wszystkich poprzednich wcieleń.
W zasadzie wg wierzeń do oczyszczenia wystarczy zaledwie kilka kropli, ale hindusi wolą myć się cali. Szorują się dokładnie, nurkują
i nawet płuczą usta – ciekawe – może bardzo grzeszą? W Varanasi Budda wygłosił pierwsze kazanie, więc i dla buddystów to miasto jest święte. W Benares panuje nędza i wszechobecny brud. Najbardziej wstrząsający i napawający grozą był dla nas widok ludzi, którzy myli całe ciało, płukali zęby i pili wodę z rzeki, do której wrzucane są ciała tych, których nie można spalić (kobiety w ciąży, mężowie świętobliwi) i gdzie płukane są zwłoki i rozsypywane są prochy już spalonych ludzi. Ludzie płuczą usta i pobierają wodę do kanistrów, bo wierzą, że woda z Gangesu ma właściwości uzdrawiające. Wg wielu źródeł woda ta ma wiele minerałów.



INDIE – VARANASI – GANGES
Wycieczka łodzią po Gangesie. Turyści zagraniczni pływają w mniej licznych grupach.



INDIE – VARANASI – GANGES
Święte krowy są obecne nawet w miejscu kremacji.



INDIE – VARANASI – GANGES
Swastyka na schodach jednego z Ghatów nad Gangesem. Swastyka jest najbardziej czczonym znakiem i symbolem Indii. Jej indyjska historia sięga 8 000 lat. Dosłownie oznacza ręce i usta boga, który sięga i przemawia do całego świata. Znak ten zazwyczaj jest przedstawiany w kształcie równoramiennego krzyża, o ramionach zagiętych pod kątem prostym. Nazwa svastika oznacza „przynoszący szczęście". W Indiach swastyka jest znakiem magicznym i z tego powodu można zobaczyć ją niemalże wszędzie. Swastyka widnieje na ścianach i we wnętrzach świątyń i domów, na rykszach i samochodach.
Na skutek przyjęcia symbolu swastyki przez III Rzeszę, symbol ten czasami błędnie uważa się za znak germański. Swastyka występuje jednak na całym świecie od pradawnych czasów. Jedno z najstarszych malowideł z tym motywem pochodzi z paleolitu – ma więc około
10 000 lat. W Chinach znak swastyki pojawił się ok. 2 000 lat temu, wraz ze sprowadzeniem buddyzmu z Indii. Za ten symbol i próbę pokazania hinduskiej symboliki w Polsce zgłoszono nas do prokuratury. Policja była jednak po naszej stronie, gazety również i mieliśmy darmową reklamę NASZE MIASTO ;)

Anna Bucholc prosi o komentarze:

07 lipca 2008

SOLINA, ELEKTROWNIA I SKANSEN W SANOKU

W czwartek wybralimy się nad Solinę - pogoda super. A resztę napiszę później bo jestem w pracy :).
Wojtek zaplanował wyjazd nad Solinę. Trochę szybko się decydowaliśmy, ale to miał byc ten weekend, albo żaden. I było super. Co prawda zgodnie z prognozami tylko we czwartek mieliśmy ładną pogodę, ale za to zwiedziliśmy elektrownie wodną i skansen w Sanoku. Wybyczyliśmy się i mieliśmy okazję pogadać, a że strasznie padało - no cóż nie zawsze musi być gorąco...
Zobacz inne fotki SOLINA

TROCHĘ INFO O ELEKTROWNI

Dotarlismy tu z powodu niezbyt ładnej pogody. Szczęcie się do nas usmiechnęło i oprowadzał nas Pan, który ni był przewodnikiem, ale pracownikiem elektrowni. Staż pracy to 36 lat, czyli prawie od czasów otwarcia. Zaskoczył nas też bardzo niestandartowy film o budowie zapory. Elektrownie odwiedzić warto!

W 1961-68 zbudowano zaporę i elektrownie w Solinie. Długości - 664 m., wys. - 82 m., spiętrzenie wody do 60 m. Pojemność jeziora - 474 mln m sześ., pow. ok. 2100 ha (21 km kw.). Zalew objął San na długości prawie 27 km i Solinkę na dług. przeszło 14 km. Jezioro ma więc dwie główne odnogi, a całkowita długość linii brzegowej przekracza 150 km.

Elektrownia ma moc 140 MW. Z czterech turbozespołów dwa o łącznej mocy 96 MW produkują energię, dwa dalsze (40 MW) w dzień wytwarzają energię, a w nocy pompują wodę z Jeziora Myczkowieckiego do Solińskiego.

Stworzenie tak olbrzymiego Jeziora jak Solińskie wymagało zalania terenów kilku wsi. Pod wodą znalazły się: Solina, Teleśnica Sanna, Horodek, Sokole, Chrewt i duża część Wołkowyji.
W latach 1961 – 1968 zrealizowana została kolejna, z planu perspektywicznego, budowa Elektrowni i Zapory Wodnej Solina.

Stopień ten przewidziany był jako największy i najwyższy w planowanej kaskadzie 16 elektrowni. Posiada ona bardzo duże znaczenie dla gospodarki narodowej, gdyż jest kluczowym obiektem gospodarowania wodami powierzchniowymi w Polsce południowo-wschodniej.
W wyniku 7 lat budowy Elektrowni Wodnej Solina przegrodzono rzekę San zaporą betonową typu ciężkiego o wysokości 82 m, długości 664m i kubaturze 760.000 m3, przez co powstał zbiornik wodny, największy spośród ponad pięćdziesięciu sztucznych zbiorników w naszym kraju o pojemności 497 mlnm3 przy powierzchni zalewu 2200 ha, przy czym długość zalewu wzdłuż Sanu – 26,25 km, a wzdłuż Solinki (drugiej odnogi zalewu) – 14 km.

Maksymalna głębokość zbiornika (przy zaporze) – 60 m. Wewnątrz zapory na 4 poziomach biegną galerie komunikacyjno-kontrolne o łącznej długości 2073 m. Zapora posiada 3 sekcje przelewowe z przelewami służącymi do zrzutu wody jałowo. W sekcjach przelewowych znajdują się również dwa upusty denne.

W sekcjach zapory przylegających do elektrowni wodnej zabetonowane są rurociągi stalowe doprowadzające wodę do turbin elektrowni; średnica rurociągów - 2 nitki po 6 m, 2 nitki po 4 m.
a więcej informacji na stronie www.solina.pl

ZOBACZ INNE FOTKI SKANSEN W SANOKU



TROCHĘ INFO O SKANSENIE

Skansen jest malowniczo położony na prawym brzegu Sanu u podnóża Gór Sanocko-Turczańskich. Pod względem ilości obiektów jest największym skansenem w Polsce. Na obszarze 38 ha prezentowana jest kultura polsko-ukraińskiego pogranicza we wschodniej części polskich Karpat (Bieszczady, Beskid Niski) wraz z Podkarpaciem. Poszczególne grupy etnograficzne (Bojkowie, Łemkowie, Pogórzanie i Dolinianie) posiadają oddzielne sektory ekspozycyjne znakomicie dostosowane do fizjografii terenu.
"Odtwarzając typowe układy zabudowy wsi i zagospodarowania zagród na terenie Muzeum zgromadzono ponad 100 obiektów budownictwa drewnianego z okresu od XVII do XX wieku, gdzie obok budynków mieszkalnych, mieszkalno-gospodarczych i gospodarczych, w Parku znajdują się również obiekty sakralne (XVII-wieczny kościół, dwie XVIII-wieczne cerkwie bojkowskie, jedna okazała cerkiew łemkowska z samego początku XIX w. i kilka malowniczych kapliczek), budynki użyteczności publicznej (szkoła wiejska, zajazd) oraz obiekty przemysłowe (młyn wodny, wiatraki, kuźnie). Zarówno świątynie jak i większość budynków mieszkalnych oraz gospodarczych, posiadają w pełni urządzone i udostępnione do zwiedzania wnętrza (m.in. warsztaty rzemieślnicze: tkackie, garncarza, kołodzieja, wytwórcy drewnianych łyżek, koszy wiklinowych itp.).
Na terenie Parku Etnograficznego urządzono wspaniałą stałą ekspozycję malarstwa ikonowego pt. Ikona karpacka, na której zaprezentowano ponad 220 ikon (od XV do XX w.), ukazujących pełny rozwój tego typu malarstwa w strefie polskich Karpat.
Dopełnieniem działalności wystawienniczej są wystawy czasowe organizowane ze zbiorów własnych (na ekspozycjach i w magazynach znajduje się bowiem blisko 30.000 muzealiów skupiających zabytki z zakresu kultury ludowej, kultury mieszkańców podkarpackich miast i miasteczek, w tym bogate kolekcje ikon, oleodruków, judaików, zegarów, naczyń miedzianych, ceramiki, kilimów oraz innych przedmiotów z zakresu sztuki i rzemiosła artystycznego)."
A przy tym wszystkim trafił się nam swietny przewodnik. Możnaby go sluchać całymi godzinami. I pogoda też dopisała, bo najpierw lało, a podczas spaceru po skansenie nawet słonko wyszło.

Więcej informacji na stronie www.skansen.sanok.pl

Anna Bucholc

31 maja 2008

MOSTAR

Droga do Mostaru urzekła nas krajobrazowo. Koniecznie trzeba tu wrócić i przejechać się pociągiem z Sarajewa. Widoki niesamowite – przełęcze, wysokie góry, w dole rzeka. Do tego mosty, wiadukty i tunele. Czemu u nas tak nie można? Do Mostaru zajeżdżamy późnym popołudniem i od razu zaczynamy szukać noclegu. Nie trafiliśmy za dobrze bo jest długi weekend i brakuje miejsc. W końcu znajdujemy hostel, w którym nikt nie mówi po angielsku. Panie są spłoszone i w zasadzie wygląda to tak jakby nie wiedziały czy mają wolny pokój. Po dłuższej chwili okazuje się, że jednak jest miejsce i zostajemy. Fajnie, bo już byliśmy zmęczeni, a tutaj jest miło, czysto i przede wszystkim dużo taniej niż w poprzednich hostelach. Idziemy zobaczyć część starówki i Stary Most – symbol miasta. Mostar - nieformalna stolica Hercegowiny - robi na nas duże wrażenie. Starówka jest jeszcze bardziej klimatyczna niż w Sarajewie – chociaż turystów też całe mnóstwo. Stary kamienny most był wybudowany w 1566r., ale w wyniku wojny w byłej Jugosławii został zburzony przez Chorwatów w 1993r. Odbudowano go w 2004r.
Zobacz inne fotki Bośnia i Herc...

SPOTKANIE W UNITED WORLD COLLEGE IN MOSTAR
Jak już wspomniałam spotkanie zainicjował Wojtek. Chodzi nam przede wszystkim o inspiracje do rozwoju Glokera i nawiązanie kontaktów. Spotkanie przebiegło bardzo pomyślnie, ale nasza pierwsza myśl to konieczność podszkolenia się ze słówek biznesowych – widać było braki. Warto wspomnieć o działalności collegu, szczególnie, że tam uczą się także Polacy. Posłużę się moim wpisem do Glokera.
„United World College łączy w swojej działalności najważniejsze wartości. Za pośrednictwem szeroko pojętej w tym przypadku edukacji, uczy tolerancji i współistnienia na terenach dotkniętych wojną, konfliktami etnicznymi czy religijnymi. Collage w Mostarze jest przy tym unikatowy - jako jedyny znajduje się na terenie miasta i jest usytuowany w samym jego centrum. Poza tym organizacja zapewnia zakwaterowanie, wyżywienie i dostęp do najnowocześniejszego sprzętu, a nauka jest zupełnie nieodpłatna co zrównuje szanse pod względem ekonomicznym. W UWC w Mostarze jedynym ograniczeniem jest liczba miejsc. Jest to przykład organizacji bez barier, takiej która daje szansę i możliwości tym, którzy ich najbardziej potrzebują. Sama idea jest bardzo inspirująca, a zobaczenie na własne oczy jak to funkcjonuje w praktyce i rozmowa z ludźmi, którzy się tym zajmują na co dzień daje nadzieję na lepsze jutro dla świata.”
BLAGAJ – podczas spotkania dowiedzieliśmy się też co można zwiedzić w okolice Mostaru. Naszą entuzjastyczną wiadomość o wyjściu w góry potraktowano bardzo poważnym ostrzeżeniem przed minami i zabroniono parkować na poboczach drogi. Zgodnie z instrukcjami najpierw pojechaliśmy do miasteczka Blagaj. Znajduje się tu źródło rzeki Buny, jedno z największych w Europie (43 tys. litrów wody na sekundę). Atmosfera sprzyja kontemplacji. Żeby wejść do Tekij – (dom derwisza) muszę się przyodziać w chusty – chłopaki zachwycone, bo teraz to już wyglądam jak prawdziwa arabka. Schodzimy do źródła, Żeby skosztować wody – pyszna i chłodna – a nad nami ogromna skała z ruinami zamku. Przechodzimy na drugą stronę rzeki, bo stąd widok jest najlepszy i mijając knajpki postanawiamy zostać tu na obiad. Zapach świeżo smażonej rybki sam sobie robi reklamę. Znajdujemy miejsce tuż nad wodą, ale okazuje się, że z zamówieniem nie będzie łatwo. Pan nie tylko nie mówi po angielsku, ale jest w ogóle niezbyt komunikatywny. W końcu zamawiamy i jesteśmy pewni tylko tego, że otrzymamy piwo „Hercegovacko”, a obiad będzie niespodzianką. Hmm… pyszna niespodzianka to kalmary dla Bartka i po dwie rybki dla mnie i Wojtka – dzielimy się i wszyscy zadowoleni.
Zobacz inne fotki Bośnia i Herc...


Anna Bucholc

SARAJEWO

SARAJEWO – stolica Bośni i Hercegowiny. Miasto jest bardzo zniszczone. W ogóle na terenie BiH nie da się zapomnieć o działaniach wojennych. Wszędzie ślady po kulach, zniszczone, zawalone budynki i mnóstwo opuszczonych domów i mieszkań. Postanawiamy zatrzymać się w Sarajewie na obiad. Jest piękna pogoda – zupełnie jak u nas latem. Starówka w Sarajewie jest warta zwiedzenia. Wąskie, klimatyczne uliczki, meczety, stare domy… i niestety wielu turystów. Środkiem starówki płynie rzeka Miljacka, więc zwiedzając przechodzi się mostkami raz na jedną, raz na drugą stronę. Nie mieliśmy żadnego przewodnika, ale można było wejść po prostu do jednej z wielu agencji turystycznych, gdzie otrzymuje się pełną informację (nie zawsze po angielsku) i mapkę. Zwiedzanie najważniejszych miejsc nie zajmuje zbyt wiele czasu. Kuszą jednak liczne knajpki, więc w trakcie można coś przekąsić. My zjedliśmy przysmak sarajewski, popijając piwem „Sarajevsko” - polecam. I niestety czas ruszać dalej – nasz cel to przecież Mostar.
Zobacz inne fotki Bośnia i Herc...


Anna Bucholc

30 maja 2008

JAIPUR – [dzień 14]

Zaczynamy od śniadania w ogrodzie, potem przepychanki z tuk-tukami i po chwili mkniemy w upale do Pałacu Miejskiego. Jaipur jest często nazywany Różowym Miastem, dlatego, że większość budynków przy głównej ulicy pomalowano na różowo z okazji odwiedzin Króla Angielskiego. Natomiast rykszarz mówił nam, że to jeden z Maharadżów przemalował miasto na ulubiony kolor swojej żony – wolimy tą wersję – wszystko dla kobiety – to tak bardziej po indyjsku. Oglądamy obecny dom (pałac) Maharadży i dawne domostwo jego przodków. W środku drogocenne tkaniny, broń i malowidła. W pałacu z zainteresowaniem oglądamy dwa wielkie dzbany, które podobno pojechały do Anglii wypełnione wodą z Gangesu. I tam na dworze królewskim ówczesny król – chyba Jerzy\- raczył się tą wodą razem z Maharadżą – i nie umarł! Robimy małe zakupy w miejscowej hurtowni, a ja przymierzam sari – jest naprawdę ładne. Z 6m materiału to już nawet firmany można zrobić. Biegniemy na targ i spotykamy tam naszych Francuzów z pociągu! Uznajemy, że to jest przeznaczenie i wymieniamy się mailami i zaproszeniami do naszych krajów. Później udajemy się do pałacu wiatrów - HAWA MAHAL. Jest to pałacyk zbudowany dla 12 żon i 47 konkubin, które nie mogły pokazywać się publicznie, więc zbudowano im pałac, żeby mogły podglądać mieszkańców miasta. Jest nazywany pałacem wiatrów, ponieważ jest zbudowany w taki sposób, żeby wiejący wiatr chłodził wnętrze pałacu. Z wieży rozciąga się wspaniały widok na całe miasto i na JANTAR MANTAR, czyli stanowisko astronomiczne DżajShingha. Jest to największe z 5 zbudowanych przez niego obserwatoriów. W środku interesujący zbiór przyrządów astronomicznych.
Zobacz inne fotki INDIE - JAIPUR

Wracamy do hotelu – teraz pozostaje poszukanie transportu do Dheli, jakieś zakupy, a jak zdążymy to będzie jeszcze świątynia GOWINA DEWA i wieczorne modły.
Do świątyni nie udało się dojechać, ale zakupy były całkiem udane. Rykszarz zrobił nam niespodziankę, ponieważ nie wiedział gdzie jest hotel i mieliśmy darmowy tour po mieście. Zajechaliśmy tuż przed burzą. Kiedy wbiegaliśmy do hotelu spadły już pierwsze krople deszczu.

Anna Bucholc

JAIPUR – FORT AMBER – [dzień 13]

Dzień trzynasty mam nadzieję, że nie pechowy. Jedziemy autobusem „de lux” do Jaipuru. Kurcze to nie był chyba za dobry pomysł, żeby wypróbować wszystkie indyjskie środki transportu. Jest tak, że nie chcemy nawet myśleć jak wygląda autobus „normal”. Pędzimy na złamanie karku, a kierowca cały czas używa klaksonu. Widać tutaj duży może więcej. Strach się bać, jak się nie rozpadnie to chyba będziemy przed czasem?! :)
Ufff – udało się – jesteśmy na miejscu. Upał. Oglądamy hotele, jeżdżąc jedną rykszą w 6 osób i ze wszystkimi bagażami – co nam odbiło?! Pierwszy hotel wydał nam się ładny, ale ma trochę wygórowane ceny – wychodzimy – jedziemy jeszcze do 4 innych hoteli i wracamy do tego pierwszego. Polecam: HATITTI GEST HOUSE. Szybki obiad, zimny prysznic i wyjazd do FORTU AMER (Amber). Godz.16.00 – nie można wyjechać na górę na słoniu, (bo słonie poszły do domu), więc wynajmujemy jeepa. U podnóża fortu widać starożytne miasto Amer. Jego historia sięga 1000lat. Fort był budowany przez 3 pokolenia i jest zlepkiem kultury mogołów i hindusów. Jest bardzo rozległy. Otaczają go mury w stylu muru chińskiego, ale mają tylko 12km.
Zobacz inne fotki JAIPUR - FORT...

ŚWIĄTYNIA KALIMATA – z zewnątrz malowidła wyglądały na zwykłe – od wewnątrz natomiast widać, że są pokryte złotem, które podsyca pozostałe kolory tworząc bajeczny wzór –super. Spodobały nam się apartamenty DżajSzinga (dziadek Szahdżahana). Całkiem w stylu Tadź Mahal – widać skąd była inspiracja. System starożytnej klimatyzacji powalił nas na kolana. Nie tylko zbierano wodę, ale rozprowadzano ją rurami do odpowiednich pomieszczeń, tam woda spływała po ścianach i była odprowadzana do ogrodu specjalnymi, ozdobnymi zresztą, wyżłobieniami w podłodze. Ogrody uległy zniszczeni, ale właśnie je odnawiają. Widzieliśmy specjalny wózek do wożenia królowej – waga jej stroju przekraczała 130 kg! Można z powodzenie powiedzieć, że taka królowa miała ciężko. Pałac był budowany przez 15tys. robotników, przez 15 lat. Najstarsza część fortu to PAŁAC MANSHINGHA. Miał 12 żon, więc pałac jest bardzo wymyślny. Labirynt korytarzy prowadzi z komnaty króla (na piętrze) do poszczególnych apartamentów królowych. Przy czym żadna nie miała możliwości zobaczyć, dokąd udaje się król, za to on widział wszystko. Na centralnym placu jest kolumnada, gdzie wszystkie żony mogły spotykać się razem. Z pałacu Manshingha są naprawdę piękne widoki. Stare miasto oświetlone promieniami zachodzącego słońca wygląda cudownie. Robimy mnóstwo zdjęć i czas wracać. Ten męczący dzień kończymy wystawną kolacją – zjadamy wszystko, co najlepsze – a „krakowska” z pomidorkami z puszek robią furorę.

Anna Bucholc

TADŹ MAHAL

Siedzimy w knajpce na dachu naszego hotelu. Roztacza się stąd przepiękny widok na pałac – symbol potęgi miłości. Legenda głosi, że Mumtaz Mahal umierając wypowiedziała dwa życzenia: prosiła Szahdżahana, ukochanego męża, żeby się już więcej nie ożenił i żeby zbudował jej mauzoleum najpiękniejsze na świecie. Szahdżahan dotrzymał obu obietnic. Mumtaz umarła rodząc 14 dziecko. Szahdżahan rozpaczał, ale zgodnie z obietnicą podjął się budowy. Mauzoleum Mumtaz budowało 20 tys. robotników z całego świata, przez 22 lata pracując dzień i noc.
Zobacz inne fotki INDIE TADŹ MAHAL

Tadź Mahal jest zrobiony z białego marmuru i zarówno wewnątrz, jak i z zewnątrz jest zdobiony drogocennymi kamieniami. Zewnętrzne ściany zdobią wersety Koranu, wykonane z czarnego marmuru. Wszystkie ozdoby są osadzone w idealnie dopasowanych żłobieniach. To miejsce ma czar i urok, ale atmosferę nieco zakłócają dzikie tłumy turystów. Ten piękny i monumentalny pałac wygląda fascynująco zarówno w promieniach zachodzącego, jak i porannego słońca. Sama budowla jest przepiękna i w pełni zasługuje na miano cudu świata, ale całe to miejsce wzbudza smutek, kiedy zna się jego historię. Mumtaz zmarła w wieku 38 lat, a wychodząc za mąż miała jedynie 19. Szahdżahan chciał zbudować kolejne mauzoleum – tym razem z czarnego marmuru. Miało być usytuowane po drugiej stronie rzeki Jamuny. Chciał połączyć obie budowle mostem i w ten sposób złączyć się z ukochaną na wieki. Niestety budowa mauzoleum dla Mumtaz pochłonęła już większość majątku państwa i syn był zmuszony odsunąć Szahdżahana od władzy. Areszt domowy trwał 5 lat. Szahdżahan dożył ostatnich dni w pięknym pałacyku z widokiem na Tadź Mahal. Pochowano go obok żony.

Anna Bucholc