PRZEZ INDIE DO NEPALU I Z POWROTEM

Ten blog powstał, by na zawsze uwiecznić wspomnienia z wyprawy do Indii i Nepalu. Niepostrzeżenie stał się częścią mojego życia. W korowodzie codziennych zdarzeń i spraw do załatwienia znalazłam w końcu miejsce na odnalezienie samej siebie.



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indie Północne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indie Północne. Pokaż wszystkie posty

30 maja 2008

POWRÓT DO POLSKI – ARTYKUŁY SŁAWKA [dzień 15]

Zobacz inne fotki POWRÓT DO POLSKI

Nasza podróż dobiega końca. Czekamy na transport do Dheli i okazuje się, że auto jest mniejsze niż obiecywano. Nie narzekamy – już się przyzwyczailiśmy. Mamy klimatyzację i jedziemy autostradą – to taki wstęp do powrotu do cywilizacji.
Indie to powrót do przeszłości. Podobno zmieniają każdego i szokują biedą i brudem. Nas też zmieniły, ale nie zaskoczyło nas ubóstwo żyjących tam ludzi, ale ich światopogląd. Ludzie żyją w skrajnej biedzie, w takich warunkach, jakie w Europie są nie do wyobrażenia. Nie ma opieki medycznej, ani społecznej. Koło siebie mieszkają hindusi, buddyści i muzułmanie. Poziom tolerancji jest bardzo wysoki. Szczególnie przejawia się podczas jazdy. W krajach europejskich krzyczymy na siebie i trąbimy ze złości – tutaj, każdy zajeżdża drogę każdemu, wymusza się pierwszeństwo, nie obowiązują żadne przepisy, a jedyną reakcją na to jest uśmiech, pełne zrozumienie i pozdrowienie przyjaznym gestem. W Polsce brakuje mi rozmów z nieznajomymi, uśmiechów i pozdrowień. Choć jest nas mniej, nie staramy się poznać siebie nawzajem. Gdybym tutaj powiedziała komuś obcemu „Dzień dobry” – ot tak zwyczajnie, na ulicy, popukałby się w czoło. Wiem, bo robiłam tak dla zabawy jeszcze w podstawówce. Tam w dalekich Indiach i Nepalu, pozdrawiali nas wszyscy, korzystając z każdej okazji, zagadywali nawet przejeżdżając obok. U nas jest tak cicho i spokojnie, że przez pierwsze dni po powrocie musieliśmy się aklimatyzować.
Naszą podróż doskonale podsumował Sławek, pisząc felieton i artykuły o Indiach i Nepalu. Serdecznie polecam – artykuły ukazały się w Głosie Nowej Huty.


Anna Bucholc

JAIPUR – [dzień 14]

Zaczynamy od śniadania w ogrodzie, potem przepychanki z tuk-tukami i po chwili mkniemy w upale do Pałacu Miejskiego. Jaipur jest często nazywany Różowym Miastem, dlatego, że większość budynków przy głównej ulicy pomalowano na różowo z okazji odwiedzin Króla Angielskiego. Natomiast rykszarz mówił nam, że to jeden z Maharadżów przemalował miasto na ulubiony kolor swojej żony – wolimy tą wersję – wszystko dla kobiety – to tak bardziej po indyjsku. Oglądamy obecny dom (pałac) Maharadży i dawne domostwo jego przodków. W środku drogocenne tkaniny, broń i malowidła. W pałacu z zainteresowaniem oglądamy dwa wielkie dzbany, które podobno pojechały do Anglii wypełnione wodą z Gangesu. I tam na dworze królewskim ówczesny król – chyba Jerzy\- raczył się tą wodą razem z Maharadżą – i nie umarł! Robimy małe zakupy w miejscowej hurtowni, a ja przymierzam sari – jest naprawdę ładne. Z 6m materiału to już nawet firmany można zrobić. Biegniemy na targ i spotykamy tam naszych Francuzów z pociągu! Uznajemy, że to jest przeznaczenie i wymieniamy się mailami i zaproszeniami do naszych krajów. Później udajemy się do pałacu wiatrów - HAWA MAHAL. Jest to pałacyk zbudowany dla 12 żon i 47 konkubin, które nie mogły pokazywać się publicznie, więc zbudowano im pałac, żeby mogły podglądać mieszkańców miasta. Jest nazywany pałacem wiatrów, ponieważ jest zbudowany w taki sposób, żeby wiejący wiatr chłodził wnętrze pałacu. Z wieży rozciąga się wspaniały widok na całe miasto i na JANTAR MANTAR, czyli stanowisko astronomiczne DżajShingha. Jest to największe z 5 zbudowanych przez niego obserwatoriów. W środku interesujący zbiór przyrządów astronomicznych.
Zobacz inne fotki INDIE - JAIPUR

Wracamy do hotelu – teraz pozostaje poszukanie transportu do Dheli, jakieś zakupy, a jak zdążymy to będzie jeszcze świątynia GOWINA DEWA i wieczorne modły.
Do świątyni nie udało się dojechać, ale zakupy były całkiem udane. Rykszarz zrobił nam niespodziankę, ponieważ nie wiedział gdzie jest hotel i mieliśmy darmowy tour po mieście. Zajechaliśmy tuż przed burzą. Kiedy wbiegaliśmy do hotelu spadły już pierwsze krople deszczu.

Anna Bucholc

JAIPUR – FORT AMBER – [dzień 13]

Dzień trzynasty mam nadzieję, że nie pechowy. Jedziemy autobusem „de lux” do Jaipuru. Kurcze to nie był chyba za dobry pomysł, żeby wypróbować wszystkie indyjskie środki transportu. Jest tak, że nie chcemy nawet myśleć jak wygląda autobus „normal”. Pędzimy na złamanie karku, a kierowca cały czas używa klaksonu. Widać tutaj duży może więcej. Strach się bać, jak się nie rozpadnie to chyba będziemy przed czasem?! :)
Ufff – udało się – jesteśmy na miejscu. Upał. Oglądamy hotele, jeżdżąc jedną rykszą w 6 osób i ze wszystkimi bagażami – co nam odbiło?! Pierwszy hotel wydał nam się ładny, ale ma trochę wygórowane ceny – wychodzimy – jedziemy jeszcze do 4 innych hoteli i wracamy do tego pierwszego. Polecam: HATITTI GEST HOUSE. Szybki obiad, zimny prysznic i wyjazd do FORTU AMER (Amber). Godz.16.00 – nie można wyjechać na górę na słoniu, (bo słonie poszły do domu), więc wynajmujemy jeepa. U podnóża fortu widać starożytne miasto Amer. Jego historia sięga 1000lat. Fort był budowany przez 3 pokolenia i jest zlepkiem kultury mogołów i hindusów. Jest bardzo rozległy. Otaczają go mury w stylu muru chińskiego, ale mają tylko 12km.
Zobacz inne fotki JAIPUR - FORT...

ŚWIĄTYNIA KALIMATA – z zewnątrz malowidła wyglądały na zwykłe – od wewnątrz natomiast widać, że są pokryte złotem, które podsyca pozostałe kolory tworząc bajeczny wzór –super. Spodobały nam się apartamenty DżajSzinga (dziadek Szahdżahana). Całkiem w stylu Tadź Mahal – widać skąd była inspiracja. System starożytnej klimatyzacji powalił nas na kolana. Nie tylko zbierano wodę, ale rozprowadzano ją rurami do odpowiednich pomieszczeń, tam woda spływała po ścianach i była odprowadzana do ogrodu specjalnymi, ozdobnymi zresztą, wyżłobieniami w podłodze. Ogrody uległy zniszczeni, ale właśnie je odnawiają. Widzieliśmy specjalny wózek do wożenia królowej – waga jej stroju przekraczała 130 kg! Można z powodzenie powiedzieć, że taka królowa miała ciężko. Pałac był budowany przez 15tys. robotników, przez 15 lat. Najstarsza część fortu to PAŁAC MANSHINGHA. Miał 12 żon, więc pałac jest bardzo wymyślny. Labirynt korytarzy prowadzi z komnaty króla (na piętrze) do poszczególnych apartamentów królowych. Przy czym żadna nie miała możliwości zobaczyć, dokąd udaje się król, za to on widział wszystko. Na centralnym placu jest kolumnada, gdzie wszystkie żony mogły spotykać się razem. Z pałacu Manshingha są naprawdę piękne widoki. Stare miasto oświetlone promieniami zachodzącego słońca wygląda cudownie. Robimy mnóstwo zdjęć i czas wracać. Ten męczący dzień kończymy wystawną kolacją – zjadamy wszystko, co najlepsze – a „krakowska” z pomidorkami z puszek robią furorę.

Anna Bucholc

TADŹ MAHAL

Siedzimy w knajpce na dachu naszego hotelu. Roztacza się stąd przepiękny widok na pałac – symbol potęgi miłości. Legenda głosi, że Mumtaz Mahal umierając wypowiedziała dwa życzenia: prosiła Szahdżahana, ukochanego męża, żeby się już więcej nie ożenił i żeby zbudował jej mauzoleum najpiękniejsze na świecie. Szahdżahan dotrzymał obu obietnic. Mumtaz umarła rodząc 14 dziecko. Szahdżahan rozpaczał, ale zgodnie z obietnicą podjął się budowy. Mauzoleum Mumtaz budowało 20 tys. robotników z całego świata, przez 22 lata pracując dzień i noc.
Zobacz inne fotki INDIE TADŹ MAHAL

Tadź Mahal jest zrobiony z białego marmuru i zarówno wewnątrz, jak i z zewnątrz jest zdobiony drogocennymi kamieniami. Zewnętrzne ściany zdobią wersety Koranu, wykonane z czarnego marmuru. Wszystkie ozdoby są osadzone w idealnie dopasowanych żłobieniach. To miejsce ma czar i urok, ale atmosferę nieco zakłócają dzikie tłumy turystów. Ten piękny i monumentalny pałac wygląda fascynująco zarówno w promieniach zachodzącego, jak i porannego słońca. Sama budowla jest przepiękna i w pełni zasługuje na miano cudu świata, ale całe to miejsce wzbudza smutek, kiedy zna się jego historię. Mumtaz zmarła w wieku 38 lat, a wychodząc za mąż miała jedynie 19. Szahdżahan chciał zbudować kolejne mauzoleum – tym razem z czarnego marmuru. Miało być usytuowane po drugiej stronie rzeki Jamuny. Chciał połączyć obie budowle mostem i w ten sposób złączyć się z ukochaną na wieki. Niestety budowa mauzoleum dla Mumtaz pochłonęła już większość majątku państwa i syn był zmuszony odsunąć Szahdżahana od władzy. Areszt domowy trwał 5 lat. Szahdżahan dożył ostatnich dni w pięknym pałacyku z widokiem na Tadź Mahal. Pochowano go obok żony.

Anna Bucholc

AGRA – [dzień 12]

Pociąg ma straszliwe opóźnienie i cieszymy się, że wczoraj zdecydowaliśmy jechać do Agry, a nie do Jaipuru. W Agrze jesteśmy o 9.00 Hotel polecony przez Francuzów jest nie tylko bajecznie tani (300rupii), ale ma cudowny widok na Tadź Mahal – wprost z restauracji na dachu. Jemy szybkie śniadanie i ruszamy.
Godz.12.00 FORT AGRA – masywna twierdza o podwójnych murach. Wynajmujemy przewodnika, który opowiada nam historię tego miejsca. Pierwszy zbudowany tu pałac został całkowicie zniszczony. Akbar zbudował więc drugi – wspanialszy – dla swojego syna Dżahandżira. W forcie jest wiele pałacy budowanych przez kolejnych władców, ale my możemy oglądać tylko25% powierzchni fortu, reszta obiektu, jak to tutaj, jest zajęta na cele wojskowe. Przed pałacem Dżahandżira stoi olbrzymia kadź do kąpieli. Jest wykonana z jednego kawałka kamienia. Przewodnik mówi, że to prezent ślubny dla Dżahandżira, a w książce jest napisane, że to Dżahandżir zbudował dla jednej ze swoich żon. Fort to mieszanka stylów. Dżahandżir miał 3 żony: pierwsza była z Persji, druga to muzułmanka, a trzecia to hinduska. Dla każdej budował w innym stylu charakterystycznym dla jej wyznania i kultury jej kraju. Chciał nawet połączyć religie w jedną, ale nie zdążył. Kolejna część fortu to już dzieło Szahdżahana – to ten sam władca, który wybudował Tadź Mahal. Wszystko jest z białego marmuru. Tutaj przewodnik z tajemniczą miną mówi nam, że jeśli zapłacimy po 100rupii wpuści nas do niesamowitego pałacu, do łaźni samego Szahdżahana i jego Mumtaz – tam gdzie wchodzą tylko Vip-y. Postanawiamy zostać Vipami. Opłaciło się. Wszystko jest tu zachowane w bardzo dobrym stanie. Cały sufit jest pokryty szkłem – efekt ze świecą jest niesamowity. Podobno szkło było ściągane z Persji, a Szahdżahan w tym miejscu uprawiał kamasutrę ze swoimi 2 żonami i 300 kochankami. Wyobraźnia zaczyna pracować kiedy machamy rękoma i widzimy odbicie w tysiącach małych szkiełek. Teraz wiemy dlaczego kamasutra jest taka wymyślna.
Zobacz inne fotki INDIE - AGRA

Prywatny pałacyk Szahdżahana nosi nazwę CHAS MAHAL – jest bardzo ładny. Oglądamy też pałacyk z mozaiką florencką – pałacyk dla Mumtaz. Tuż obok znajduje się Diwan-e Chas czyli sala audiencji publicznych. Wcześniej sala audiencji znajdowała się na wielkim niezagospodarowanym placu, na którym do dziś stoją dwa trony: biały i czarny. Na terenie fortu jest też plac targowy i specjalny meczet tylko dla kobiet – Nagina Masid czyli Meczet Klejnotu. Jest jeszcze sala audiencji prywatnych Diwan-e Aur, gdzie znajdował się pawi tron zniszczony później przez irańczyków.

VARANASI – GANGES – [dzień 11]

Varanasi – Benares to święte miasto, każdy Hindus powinien je odwiedzić przynajmniej raz w życiu. Benares jest także nazywany KASI – czyli Miasto Boskiej Światłości. Jeśli Hindus umrze w Benares, ma największe szanse na mokszę (zbawienie). Miasto jest pełne pielgrzymów, którzy pragną dokonać ablucji w świętych wodach Gangesu. Ganga Jatra (podróż, pielgrzymka), każego Hindusa rozpoczyna się u źródeł rzeki na lodowcu, a kończy się wlasnie w Benares. Ganges to setki dopływów płynących ze zboczy Himalajów. To najświętsza rzeka w Hinduskim świecie. Hindusi wierzą, że Ganges to bogini Ganga spływająca ze szczytu góry Meru – twierdzy bogów. Bogini spływa po włosach Śiwy. Kąpiel w Gangesie oznacza oczyszczenie obecnego życia i wszystkich poprzednich wcieleń. W zasadzie wg wierzeń do oczyszczenia wystarczy zaledwie kilka kropli, ale hindusi wolą myć się cali. Szorują się dokładnie, nurkują i płuczą nawet od środka – ciekawe – może bardzo grzeszą? W Varanasi Budda wygłosił pierwsze kazanie, więc i dla buddystów to miasto jest święte. W Benares panuje nędza i wszechobecny brud. Najbardziej wstrząsający i napawający grozą był dla nas widok ludzi, którzy myli całe ciało, płukali zęby i pili wodę z rzeki, do której wrzucane są ciała tych, których nie można spalić (kobiety w ciąży, mężowie świętobliwi) i gdzie płukane są zwłoki i rozsypywane są prochy już spalonych ludzi. Ludzie płuczą usta i pobierają wodę do karnistrów, bo wierzą, że woda z Gangesu ma właściwości uzdrawiające (musi mieć inaczej wszyscy by umarli). Wg. wielu źródeł woda ta ma wiele minerałów. Po Gangesie pływamy łodzią podziwiając piękne Ghaty. Tylko dwa Ghaty są kremacyjne – HARSCANDRA GHAT i DŻALSALAJ GHAT. Pozostałe to Ghaty upamiętniające osoby, czy rodziny, które je wybudowały. Dżalsalaj Ghat to najbardziej znany Ghat kremacyjny. Za nim znajduje się kilka przekrzywionych świątyń. W tle nawa Ghatu – nawiązuje do Wisznu śpiącego na kosmicznym oceanie. Tuż obok widzimy Manikara Ghat – najświętszy Ghat – to tu wg. legendy Wisznu wykopał sadzawkę by znaleźć kolczyk Parwati. Tylko najbogatsi mogą kremować na płycie, na której widnieje odcisk stóp Wisznu.

Zobacz inne fotki INDIE - VARAN...

Wracamy do hotelu gdzie mamy szybkie wykwaterowanie. Okazuje się, że hotel nie jest nigdzie zarejestrowany i zaraz tu będzie policja. Przenoszą nas nieopodal i po kilku nieprzyjemnościach myjemy się i jemy wspaniałą kolacją w klimatyzowanej restauracji. Tym razem wsiadanie do pociągu nie jest już takie trudne. Poznajemy fantastycznych ludzi parę francuzów, którzy niedawno przyjechali i spędzą w Indiach trzy tygodnie i dają nam namiary na super hotel, oraz parę czylijczyków – Daniela i Filipe – którzy podróżują od 6 m-cy :). Byli w Nepalu i na Tajlandii, ale większość czasu spędzili w Indiach. Gadamy do późnej nocy.

Anna Bucholc

23 maja 2008

POWRÓT DO INDII – [dzień 10]

Czas pożegnania z Nepalem i naszymi nowymi przyjaciółmi Nepalczykami. Chłopak z biura turystycznego przeszedł sam siebie – załatwił nam przejazd do Varanasi w Indiach. Z resztą zrobił to zaocznie, bo granica jest zamknięta i przechodzą tylko turyści. Dodatkowo mamy załatwiony super hotel za 700 rupii. Serdecznie go polecam: SURAJ BHANDARI biuro KALASH TRAVELS&TOURS – pierwsza miejscowość za Gorakpour – Bhairahawa – dokładny adres DEW KOTA CHOWK, a nasz kierowca – też super – SANJU DUN.
Do Varanasi zajeżdżamy na 7 – jazda po ciemku jest prawie jak samobójstwo. Zajeżdżamy na dworzec i udaje nam się kupi bilety na pociąg. Nie jest łatwo Pan informuje nas, że jest tylko jeden pociąg i zostało 8 biletów, ale on zamyka za 4min. Mamy dwa problemy – nie mamy dość rupii (a on nie przyjmuje dolarów) i nie mamy paszportów pozostałych współpasażerów. Bartek pożycza więc pieniądze w miejscowym biurze podróży, zmyślamy nr paszportów i zadowoleni wracamy do auta. Jutro będziemy jechać pociągiem od 17.00 do 11 rano :).
Zobacz inne fotki POWRÓT DO INDII


Anna Bucholc

10 maja 2008

DWORZEC I BILETY NA POCIĄG [dzień 2]

Bilety na pociąg zasługują na osobny temat. Mamy kolejny problem. Wczoraj zapłaciliśmy za bilety, ale cały czas mamy tylko tzw. waiting list. Czyli potwierdzenie zapłaty na Express, ale bez potwierdzenia miejsc. A bez tego nie można jechać. Jak potwierdzić bilety? – niezawodny Nazir wiezie nas do biura turystycznego, gdzie po wielu pertraktacjach, niezłym fortelu i 2 godz. oczekiwania potwierdziliśmy miejsca. Dostajemy też adres mailowy i nr tel. do Romeya, który po powrocie z Nepalu ma nam załatwić wycieczki i nocleg (to ten fortel). Jest w pół do 7 więc musimy się spieszyć. Kolacja, prysznic i parę fotek i już nasz główny bagaż jedzie rowerem na dworzec.

Mimo wszystko warto jeździć pociągiem, to w miarę wygodny i niezawodny sposób podróżowania po Indiach. Bilety jednak należy kupować samodzielnie na dworcu najlepiej za pomocą "biura informacji turystycznej", gdzie odpowiednio płaci się tipa i pozytywnie wpisuje się do księgi gości, ale w zamian można załatwić niemal wszystko. No i trzeba mieć ze sobą ściereczkę do kurzu i prześcieradło do wyrzucenia :).

Zobacz inne fotki INDIE - DWORZ...

DWORZEC I POCIĄG

Dworzec jest wielki, ilość ludzi niezliczona, brudno i wstrętnie. GORAKDAM EXPRESS [2556] do GORAKPUR miał niezapowiedziane opóźnienie, a listy pasażerów wiszą zbiorczo bezpośrednio na peronie. Wszystko jest tu załatwiane na słowo, czyli nigdy nie wiesz czy pojedziesz. Dlatego dzikie tłumy przed odjazdem sprawdzają czy pojadą. Wsiadanie do pociągu to prawdziwy hardcore. Bilans: dwa siniaki, zgubiony klapek i Bartek chyba zabił indyjczyka plecakiem – widziałam jak się przewraca, ale czy wstał? W Końcu jesteśmy, miejsca są, bród taki, że tylko Ewa nas może uratować ściereczką do wycierania dermowych materacy. Ma też kocyki, na których można się położyć. Zaczynamy od piwka, humory coraz lepsze, ale dowiadujemy się, że w pociągu pić nie wolno. Przepraszamy, ale Indyjczyk mówi, że jedzie do Francji (chyba nie w tą stronę) i ma liberalne podejście, a tylko nas ostrzega przed policją. Mówimy, że ok, że policjant był i nic nie mówił. Policjant za chwile przechodzi jeszcze raz i nic nie mówi, ale za nim biegnie muzułmanin, nasz współpasażer i donosi, że pijemy. Policjant na szczęście każe dopić piwo i wywalić butelki przez okno – donosiciel jest wściekły. Ja piszę do późna i wszyscy już śpią. A rano – boli mnie gardło, bo siedziałam naprzeciwko wiatraka J. Kapuś to MD SAMIM J. Już jesteśmy po śniadaniu, a to dopiero 9. Pociąg ma opóźnienie, za oknem ładnie, a kapuś wciąż z nami.



Anna Bucholc

INDIE – DELHI [dzień 2]

Obudziliśmy się po 11 godzinach i znów jedziemy zwiedzać. Tym razem nie ma żadnych problemów. Nasz niezawodny rykszarz już czeka.

LAKSZMI NARAJAN MANDIR

Bogata, marmurowa świątynia jest poświęcona Lakszmi – bogini dostatku. Jest stosunkowo nowa, ale pięknie zbudowana i otoczona wspaniałym parkiem. Dowiedzieliśmy się, że swastyka jest najbardziej czczonym znakiem i symbolem Indii. Jej historia sięga 8.000 lat. Dosłownie oznacza ręce i usta boga, który sięga i przemawia do całego świata. Nic więc dziwnego, że Hitler wybrał właśnie ten znak.

OGRODY LODICH

Zobacz inne fotki DHELI - dzień 2
Południowe Delhi. Tak bardzo inne od tłumu i zgiełku miasta. W przepięknym parku znajdują się wielkie majestatyczne grobowce z przełomu IV w. n.e. Lady Wellington (żona wicekróla Indii) uratowała to wspaniałe miejsce przed całkowitym zniszczeniem w latach 30 XXw. zakładając tu park. Grobowiec Mohammada Szaha i meczet Bara Gumbad są niesamowite. Przez chwilę miałam wrażenie, że znajduję się w jakimś dalekim, nieznanym i tajemniczym kraju, gdzieś na krańcu świata – a przecież to stolica Indii – pełna cywilizacja J. W ogrodach Lodach znajduje się też most (8 łukowy), który dawniej łączył obie części Delhi. MOST ATHPULA był zbudowany przez mogołów 400 lat temu.

Po ogrodach znów pojechaliśmy na orientalne zakupy, ale nie było w naszej grupie amatorów kupowania i Nazir chyba nie był zadowolony - przy świątyni Lotosu poczęstował nas piołunem J Nie pamiętam dokładnej nazwy: dość niesmaczny, mocny zielony napój tradycyjny z lemonką, piołunem i indyjskimi przyprawami – wszyscy wypili (takie ohydne zielone – podobno dobre na wszystkie dolegliwości żołądkowe i na pragnienie-nie pomogło – nie zaszkodziło).

BAHAI TEMPLE

Faktycznie jak w opisie – wygląda jak wielki, biały i lśniący kwiat lotosu. Ma 9 płatków i w poniedziałki jest zamknięta J. Porównuje się ją z operą w Sydney, więc jeśli ktoś ma takie skojarzenia to prawidłowo.

LAL KOT

Najstarsze Delhi. Lal Kot było twierdzą Radżputów – zbudowaną ok.1600r. Ma 13 bram. Największym naszym uznaniem i zainteresowaniem cieszył się (co widać na zdjęciach) QUTUB MINAR – wieża zwycięstwa.

Zobacz inne fotki DHELI - dzień 2
Wybudowana w 1193r, ma 5 kondygnacji, jest niezwykle zdobiona i kiedyś służyła jako minaret – do dziś jest to najwyższy minaret na świecie. Poza tym w Lal Kot jest ALAJ DARWAZA – (1311r.) imponująca brama z przepięknymi płaskorzeźbami w kamieniu. Robimy kilka fotek żelaznej kolumnie z epoki Guptów (IV, Vw.) Legenda głosi, że spełni się każde życzenie tego, kto obejmie kolumnę ramionami wyciągniętymi w tył. My obejmowaliśmy w przód – żeby tu jeszcze wrócić J. Wiadomo jak jest, co przewodnik to wersja. Później oglądamy KUWAT-UL ISLAM – potęgę islamu (1193-97). Z dawnej świetności zachowały się krużganki i ściana modlitw.

Grobowiec Iltutmysza to najwcześniejszy i świetnie zachowany grobowiec indoislamskiego władcy. Olbrzymia budowla pokryta jest w całości misternymi wzorami. Wychodząc widzimy cokół ALAJ MINAR – niedokończonej wierzy minaretu, który miał być dwa razy wyższy od QUTUB MINAR, ale zleceniodawca zmarł zanim budowa rozpoczęła się na dobre i prace przerwano. Jeszcze parę fotek i jedziemy dalej.

MAUZOLEUM HUMAJUNA (1556) to najwspanialsze mauzoleum w Delhi, podobno pierwowzór dla Tadź Mahal, z tym, że tutaj budowlę zleciła żona. Do wnętrza mauzoleum przechodzi się przez szereg bram, a ostatni mur otacza formalny car bagh (czworogród) odwołujący się w Koranie do opisu raju. Miejsce jest cudowne, a wychodząc widzieliśmy ślub i wesele. Niestety nasz spokój zostaje zakłócony przez Pana z banku, który uprzejmie informuje, że prawdopodobnie ktoś włamał się na naszą kartę kredytową – ale co my możemy zrobić przecież jesteśmy w Indiach! Na szczęście Nazir zawozi nas do sklepu gdzie w dobrej cenie kupujemy indyjskie piwo – całkiem przednie. Piweczko wydatnie poprawia nam nastrój, ale już mamy kolejną niespodziankę – gubi się reszta naszej grupy – czyli ryksza nr 2. Nazir jest bardzo zdenerwowany, ale po 10 min szczęśliwie podjeżdżają pod hotel.



Anna Bucholc

06 maja 2008

INDIE - DELHI [dzień 1]

Lotnisko to jeden wielki brud i całe mnóstwo komarów. Już nas pocieły i zaczynamy żałować, że nie bierzemy malaronu. Bartek jako jedyny z wycieczki zostaje zatrzymany przy odprawie, ale nie jest źle i po przepytaniu dołącza do nas. I za chwile - po ustaleniu ceny - jedziemy w kierunku Starego Delhi. Pod mostem widzimy pierwszą świętą krowę :). Oceniamy, że wszystko wygląda po egipsku, jest tylko nieco brudniej. Wysiadamy przy bazarze i WOW teraz dopiero widzimy jak tu jest na codzień - zgiełk, hałas i mnóstwo ludzi. Musimy błyskawicznie wysiadać bo wszyscy na nas krzyczą i trąbią. Nie ma nawet chwili na zastanowienie bo już zainteresowali się nami rykszarze i bez pytania pakują bagaże. Przejażdżka rykszą rowerową okazuje się miejscową atrakcją. Zamieszkaliśmy w Hotelu Prijanka podobno international (zdecydowanie nie polecam). Pokoje są małe i bardzo brudne co ciekawe nie ma okien i nie działa klima. Obowiązuje tu godzina policyjna i nie używa się papieru toaletowego.
Zobacz inne fotki DHELI dzień 1

PIERWSZA WYCIECZKA - DELHI godz.11.00
Z dobrymi humorami zostajemy wtłoczeni do samochodu celem odbycia wycieczki po Delhi. Pan zapytany co będziemy oglądać odpowiada, że nasze pierwsze miejsce to INDIGET i jest wielce zdziwiony, że nie wiemy co to jest. Indiget okazuje się być bramą wolności (INDIA GATE), a Pan nie jest przewodnikiem tylko kierowcą. Tracimy 2 godziny na powrót do hotelu i odzyskanie pieniędzy, ale udaje się głównie dzięki Piotrkowi, odzyskujemy 1200 z 1800 zapłaconych rupii. Nasz kierowca nie może z nami jechać pod groźbą utraty pracy, więc łapiemy rykszarza. Ryksza przerobiona z motoru to naprawdę super sprawa. Dzielimy się na dwie grupy i jedziemy w miasto. Nazir nasz kierowca okazuje się również świetnym przewodnikiem. Z resztą sam przejazd taką rykszą to dla nas wielka atrkcja i cena też niezła, bo tylko 250rp. Zaczynamy zwiedzanie starego Delhi.

JAMA MASID (1650-1656) to najważniejszy meczet dla 120 mln muzułmanów. Jest jedną z budowli Szahdżahana – czerwony piaskowiec, marmur i zdobienia z mosiądzu. Wierni dokonują ablucji w sadzawce na dziedzińcu i modlą się w środku. Zwiedzanie oczywiście bez butów. Bryła meczetu jest inspirowana domem proroka, a z dziedzińca roztacza się wspaniały widok na czerwony fort.

LAL KILA – CZEROWNY FORT
Od DHELI dzień 1

Kupując bilet do Lal Kila spotykamy Polaka – Paweł właśnie przyleciał z Nepalu. Potem płacimy tip na szkołę i po szczegółowym przeszukaniu wchodzimy na teren fortu. 15.08.1947r. to właśnie tu po raz pierwszy wciągnięto na maszt flagę ogłaszając niepodległość Indii. Niestety w 1958r. większa część fortu została zniszczona. Lal Kila to ogromny kompleks. Mamy tu: MUMTAZ MAHAL – obecnie muzeum, RANG MAHAL – pałac królowej (zdobienia z belgijskich luster, a przez środek płynęła woda), CHAS MAHAL – pałac prywatny gdzie mieszkał Szahdżahan i o świcie pokazywał się ludowi na balkonie, DIWAN-E CHAS – sala audiencji, gdzie przyjmowano notabli i znajomych i wreszcie łaźnie, gdzie można było nawet zamówić perfumowaną wodę.

OBOWIĄZKOWE ZAKUPY
Zwyczajem indyjczyków lub/i naszego rykszarza pojechaliśmy na zakupy – oczywiście niechętnie. Sklep okazał się bardzo na poziomie. Nie dość, że był klimatyzowany to jeszcze dysponował wspaniałym asortymentem – ręcznie tkane dywany – niektóre zdobione złotem, srebrem i klejnotami, rzeźby, ozdoby, biżuteria i oczywiście sari, kurty i inne tradycyjne ubiory – można było mierzyć. Nasz honor uratował Piotr – kupując krawat :)

MAUZOLEUM GANDHIEGO

Od DHELI dzień 1

Niesamowite miejsce, cudowny park z niezwykłą muzyką i atmosferą – oaza spokoju.

PARLAMENT
Ostatnie dziś miejsce to budynek parlamentu i budynki poszczególnych ministerstw. Teren
w angielskim stylu – bardzo zadbany i nad wyraz czysty. Bliźniacze budynki naprzeciw siebie to ministerstwo edukacji i obrony narodowej, a na wprost pięknie utrzymanej alei widać pałac prezydencki. To co nas zaskoczyło to wszechobecne małpy i zielone papugi.

Naszą wycieczkę kończymy na INDIA GATE, która jest usytuowana dokładnie naprzeciw pałacu prezydenckiego. Setki zdjęć i wracamy do hotelu. Po drodze (z okazji niedzieli) odwiedzamy jedyny w Delhi kościół katolicki Św.Jakuba – bardzo ładny, ale okupowany przez kalekich żebraków. Od razu widać, że katolicy są hojni i miłosierni. Po powrocie do hotelu znów czeka nas niespodzianka. Co prawda zgodnie z umową pokój nam zmienili, ale zapomnieli gdzie są nasze bagaże. 10 min. nerwowego szukania i się znalazły. HURRA!

Wieczorem imprezka integracyjna, a później spacer po mieście i na dworzec, ale my z Bartkiem już na spacer nie idziemy.



Anna Bucholc

INDIE I NEPAL 2008 - FILM

WYPRAWA DO INDII I NEPALU - 29.03.-14.04.2008r.

Tak było: [a jak się nie sciągnie to polecam jednak zobaczyć inne posty :)]


GODZ.17.20 W SAMOLOCIE PRZY HERBACIE
lecimy do Monachium - widoki piękne, ale strasznie trzęsie. W ogóle jakiś dziwny ten samolot AURO RJ85. Za to precyzja i jakość niemiecka - wszystko o czasie i herbata z prawdziwą cytryną.
GODZ.18.00 - LOTNISKO W MONACHIUM zrobiło wrażenie. Wszystko tu czyste i lśniace, nowoczesne i przestronne.
GODZ.20.00 AIRBUS
Jesteśmy już w powietrzu. Samolot to olbrzym, ale są i większe. Dla nas przygoda już się zaczeła. W zagłówkach foteli dotykowe ekrany. Można śledzić trasę, oglądać film lub posłuchać muzyki. Nie będziemy się nudzić przez te 8 godzin. Lecieliśmy nad Gruzją i widzieliśmy Batumi - fajnie bo będziemy tam już za 4 miesiące.
GODZ.5.00 BUDZA NAS na śniadanie, a spać się chce, za to przez okno już widać ziemię.
Zobacz inne fotki DHELI


Anna Bucholc