PRZEZ INDIE DO NEPALU I Z POWROTEM

Ten blog powstał, by na zawsze uwiecznić wspomnienia z wyprawy do Indii i Nepalu. Niepostrzeżenie stał się częścią mojego życia. W korowodzie codziennych zdarzeń i spraw do załatwienia znalazłam w końcu miejsce na odnalezienie samej siebie.



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rumunia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rumunia. Pokaż wszystkie posty

11 sierpnia 2009

BUKARESZT

Po 18 godzinach dojechaliśmy do stolicy Rumunii lżejsi o 50 euro słowackiego mandatu. Przestrzegam przed przekraczaniem prędkości, bo po wprowadzeniu euro to już nie żarty. Podróż do Bukaresztu może byłaby krótsza gdyby nie to, że jechaliśmy z dwoma motorami na przyczepie i razem stanowiliśmy pojazd długości 8m! To już prawie jak tir ;). Wracając do Bukaresztu... przede wszystkim zaskoczył nas totalny upał. Kiedy wystawiłam nogi na zewnątrz, przenosząc się brutalnie z 22 do 35 stopni, byłam nieco skołowana, ale można to zrzucić na niezwykle długą podróż. Miasto samo w sobie robi wrażenie. W zasadzie jest dość niezwykłe - pod względem zabudowy centrum miasta podobne do Londynu - neoklasycystyczne kamienice przemieszane z nowoczesnymi biurowcami, przedmieścia natomiast to taka stara Warszawa strasząca betonowymi postkomunistycznymi blokowiskami. Ale oczywiście to tylko moje chwilowe odczucie. Trudno oceniać kiedy zwiedza się w przelocie - w centrum byliśmy raz wieczorem na spacerze - z rewelacyjnym przewodnikiem - koleżanką, która wolałaby się nie ujawniać ;) - i drugi raz przejazdem w ciągu dnia, kiedy odkryliśmy wszędobylskie kable. W nocy nie zwraca się na nie uwagi, ale w dzień trudno byłoby je przeoczyć. Gęstwina kłębiących się kabli trolejbusowych, prądu, telefonu i sama nie wiem czego jeszcze, ku naszemu zdziwieniu niektóre z nich wiszą na wyciągnięcie ręki - widocznie w Rumunii nie ma wandali... W każdym razie w Bukareszcie nie można się nudzić. Spacerując po mieście można przysiąść w eleganckiej kawiarni z widokiem na pięknie iluminowane, odrestaurowane kamienice, lub zaraz za rogiem wypić piwko w klimatycznej knajpie usytuowanej na drewnianych podestach tuż nad rozkopaną od lat jezdnią i przenieść się w świat zrujnowanych, opuszczonych bloków zamieszkanych nielegalnie przez Romów.
Od bukareszt

Wróćmy jednak do zwiedzania. Można powiedzieć, że Ceausescu nie robił sobie żadnych ograniczeń w zabudowie Bukaresztu. I tak powstał Pałac Parlamentu, będący druga co do wielkości budowlą na świecie (Pentagon jest pierwszy). Budowało go 70 tys. robotników i podobno do budowy używano wyłącznie rumuńskich surowców. Pałac liczy aż 1100 komnat, pewnie dlatego wnętrza nie zostały jeszcze ukończone. Wiem, że nie powinnam tego pisać, ale pierwsze skojarzenie było takie, że z zewnątrz wygląda jak... żaba ;(. Ojej już Sąsiad mi mówił, że się na sztuce nie znam... (jego rzeźba też mi się nie podoba, ale ona nie podoba się nikomu...) 90m pod pałacem jest schron przeciwatomowy. Najważniejsze punkty miasta łączy tajna 10km linia metra, która nie do końca się przydała - kiedy musiał uciekać, nie skorzystał z metra tylko z helikoptera. W 2007 w Bukareszcie mieszkało prawie 2 miliony ludzi, czyli 1/10 mieszkańców Rumunii. W 1977 roku duża część miasta została zniszczona przez trzęsienie ziemi - 7,4 w skali Richtera. Podobno drobne trzęsienia są tam na porządku dziennym i zapobiegliwi Rumunii wyznaczyli budynki, które na pewno ulegną zniszczeniu podczas kolejnego dużego wstrząsu. Nikomu to jednak nie szkodzi i po dziś dzień w tych budynkach mieszkają ludzie, a jak ktoś lubi dreszczyk emocji może tam nawet wynająć mieszkanie. Bardzo ciekawa i zaskakująca jest stolica Rumunii - zupełnie inna niż pozostała część kraju - i co zaciekawi sknerusów - taksówki są niezwykle tanie - ok. 1,4zł za km.

Anna Bucholc prosi o komentarze:

03 maja 2009

DŁUGI WEEKEND – NARTY W RUMUNII


KRÓTKI WSTĘP O UKOCHANEJ ORAZ DANE I FAKTY
Rumunia to kraj o wielu obliczach. Dla niektórych dziki i niedostępny, dla bardziej zainteresowanych piękny i cywilizowany - od 2007r. jest członkiem UE. Po raz nie wiem już który, przypominam, że Rumunia jest zamieszkiwana przez Rumunów, a nie Romów, czyli cyganów (wywodzących się nota bene z Indii), którzy kojarzą nam się z żebractwem na polskich ulicach. Pod względem fauny i flory, wg mojej opinii, Rumunia przewyższa każdą europejską krainę. 28% powierzchni tego kraju zajmują lasy, a aż 1/3 góry - Karpaty Wschodnie i Południowe ciągną się szerokim łukiem z północy na zachód na długości 800 km. O wyjątkowości Rumunii stanowi chyba ta świeża, oryginalna przyroda, niezmącona jeszcze cywilizacją - plagą turystów i ich śmieciami. Poza tym brak obostrzeń i wielu ograniczeń - można chodzić bezkarnie i bezpłatnie, spać w górach i cieszyć się bliskością dzikich zwierząt (byle nie za blisko - liczbę niedźwiedzi żyjących w Rumunii oszacowano na 6 tys. co stanowi połowę ich europejskiej populacji, wilków jest ok.3 tys. - co daje 1/3 populacji europejskiej i ok.2 tys. rysiów - poza tym w Rumunii doliczono się, aż 5 tys gatunków chrząszczy - jeden mieszkał z nami w pokoju i polubił Grześka).

Zobacz inne fotki Rumunia 2009 skitoury - Fogarasze

   
O SKITOUROWEJ WYPRAWIE - WIELKIEJ MAJOWEJ PRZYGODZIE
Na skitoury wybraliśmy Karpaty Południowe z najwyższym szczytem kraju - Moldoveanu (2543 m n.p.m.) - dla nas na razie niedostępny. Góry Fogaraskie lub jak kto woli Alpy Transylwańskie, to najwyższe pasmo w Rumunii (najdziksze, najbardziej skaliste i jak się okazało z najpiękniejszymi i najbardziej malowniczymi dolinkami jakie w życiu widziałam). Do schroniska przyjechaliśmy drogą nr 7c, tzw. szosą transfogaraską, zbudowaną w latach 1970-74, która jest przejezdna tylko kilka miesięcy w roku (próbowaliśmy ją zdobyć w 2006 na pieszo i w 2007 na rowerach z dwóch stron i się nie udało). Na budowę tej drogi Nicolae Ceauşescu wydał miliardowe sumy pieniędzy i zużył 6 milionów kilogramów dynamitu. 40 ludzi straciło życie przy budowie i sądząc po stanie barierek wielu w późniejszych latach. W najwyższym punkcie tej drogi znajduje się jezioro Bâlea (pow.4,65ha, głębokość 11m - największy polodowcowy staw w Fogaraszach) i najdłuższy tunel przecinający łańcuch górski w Rumunii (tunel ma 884 m) . Tam właśnie do Bâlea Lac i tunelu postanowiliśmy się przenieść, kiedy okazało się, że przy schronisku na 1600m nie ma śniegu. Wyjechaliśmy telecabiną na górę i ku naszej uciesze, z braku innych miejsc zostaliśmy zakwaterowani w budynku kolejki. Wspólny 30 osobowy pokój z pięknym widokiem na dolinę, prysznic, wc - ciepła woda, nas siedmioro i Grześka żuk (może były też inne robaki, ale nie zauważone). Ciorby (przepyszne rumuńskie zupy z "wkładką" jedzone z papryczką chili i gęstą śmietaną) i tak jedliśmy w schronisku na jeziorze, a śniadania i kolacje "u siebie" z widokiem.

Pierwszego dnia wybraliśmy się na "spacer" do pobliskiego żlebu, wyskrobaliśmy się na ok.2350m, zjechaliśmy jakieś 150m do jeziorka po drugiej stronie, wspięliśmy się z powrotem już bez fok i zjechaliśmy do schroniska. Zjazd był naprawdę stromy, śnieg trochę mokry, dość wąsko, wystające skały i świadomość, że Kopa Kondracka jednak nie była hardcorem. Wieczorem zrobiło się ciepło i zaczął padać deszcz ze śniegiem.

Kolejny dzień przywitał nas mgłą, ale niezrażeni wybraliśmy się na drugą stronę naszego kotła. Wspięliśmy się i na przekór mgle postanowiliśmy zjechać w dolinę. Taki zjazd w nieznane, kiedy niewiele się widzi też ma swoje uroki. Pomysł zjazdu okazał się świetny - jechaliśmy mniej więcej szlakiem i kiedy dotarliśmy do uroczej dolinki wyszło słońce. Dalej było płasko, więc urządziliśmy piknik, przykleiliśmy foki i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Na końcu znowu czekał nas świetny, stromy zjazd między skałkami, ale zepsuła się pogoda. Wprawieni w bojach do połowy kotła zjeżdżaliśmy we mgle, a później obejrzeliśmy tunel z bliska i udaliśmy się na zasłużoną ciorbę i palinkę (rumuński bimber) do schroniska.
I chyba wtedy zaczęła się prawdziwa przygoda ;).
Tak się złożyło, że dosiedliśmy się do chłopaka z Salvamontu (rumuński Gopr - jak się wystuka na komórce klawisze odpowiadające za litery z nazwy "Salvamont" uzyska sie numer alarmowy ich telefonu - można sprawdzić podaję nr 725 82 66 68 kierunkowy +40). Chłopak pokazał nam na mapie fajną trasę na ostatni dzień. Uwzględniała dwa podejścia, dwa zjazdy i jeszcze przejście tunelem. Rozmawialiśmy w rumuńsko-francusko-angielsko-polskim, ale głównie po rumuńsku i udało nam się porozumieć, czyli nauka nie poszła w las - Lectorice byłyby z nas dumne!
Następnego dnia skorzystaliśmy z rady, ale że znowu była mgła zjechaliśmy nie w tą dolinkę i nie było wyjścia - najpierw przeciskaliśmy się między skałami po wodospadzie i było bardzo stromo (tak stromo, że mózg tego nawet rejestrować nie chciał), a jak skończył się śnieg (czego nie przewidzieliśmy) przyszło nam schodzić po śliskiej trawie, a najgorzej miał Felek, który był w butach narciarskich... Przeżyliśmy chwile grozy kiedy Bartek poślizgnął się, nabrał rozpędu i odbił się od trawiastej półki o mało co nie spadając dalej na skałki, ale na szczęście wszystkim udało się dojść do śniegu. Niestety było już popołudnie, stromizna i śnieg tak mokry, że zjeżdżał z nami. Powiedzmy tylko, że ten zjazd nie był komfortowy, a i znowu Bartek miał pecha, zrobił przewrotkę przez stromo wystającą skałę i mało mnie o zawał nie przyprawił. Skończyło się na siniaku i mocnym postanowieniu dokupienia niezbędnego sprzętu w postaci liny, harszli i raków. Potem było już tylko lepiej. Szliśmy po kilkumetrowych zwałach śniegu drogą transfogaraską w kierunku tunelu i okazało się, że przed tunelem jest budynek Salvamontu. Wcześniej poznany kolega już na nas czekał, zmartwiony, że nie trafiliśmy na właściwy zjazd. Zostaliśmy zaproszeni na herbatę, dostaliśmy nr telefonu i informację, że jak przyjedziemy następnym razem możemy zatrzymać się u nich i ktoś z nich może też być naszym górskim przewodnikiem. Chwilę później zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia i ruszyliśmy do tunelu. W blasku czołówek podziwialiśmy przepiękne lodowe rzeźby, by chwilę później zjechać kolejką w dół i upalną wiosną wrócić do Polski i schować narty w piwnicy... 

Z Rumunia 2009 skitoury - Fogarasze


Anna Bucholc prosi o komentarze: