PRZEZ INDIE DO NEPALU I Z POWROTEM
Ten blog powstał, by na zawsze uwiecznić wspomnienia z wyprawy do Indii i Nepalu. Niepostrzeżenie stał się częścią mojego życia. W korowodzie codziennych zdarzeń i spraw do załatwienia znalazłam w końcu miejsce na odnalezienie samej siebie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielkanoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielkanoc. Pokaż wszystkie posty
09 kwietnia 2015
03 kwietnia 2015
Wiosenne porządki
Pierwszy raz w życiu nie czuje się jak robot do sprzątania - bo mam od tego roboty :)
25 kwietnia 2014
WIELKANOCNE JAJA W KAMPINOSIE I WIELKA LIPA
Pstryk, pstryk. Caly czas słyszę miarowe pocieranie w zębatkach. Po takim czasie mój łańcuch i piasty na pewno wymagają czyszczenia i smarowania. Słoneczko świeci leniwie, mokra ziemia pachnie bosko, a zielone, młode listki śmigają przed oczami. Nie spodziwałam się, że będzie tak ciepło. Pierwszy lunch jemy na małej polance skrzetnie wybierając miejsce wolne od sarnich bobków. Wycieczka nie jest długa, ale i tak lekko bolą nas nogi, a mocniej tylne części ciała. I to jest największy rowerowy problem. Takie silikonowe siodła może i są miękkie, ale wyglądają bardzo nieprofesjonalnie, jak wielki zadek. Może ktoś by powiedział, że to nie rewia mody, ale z drugiej strony ogromne zadki nie są wcale duże miększe od naszych dobrze wyglądających siodełek.
Wielki piątekW takie świąteczne dni trzeba mieć twardy charakter żeby w ogóle wyjść z domu, ale żeby tak wyjść się pocić na słońcu, męczyć z bolącym zadkiem na twardym siodełku i pedałować kilka godzin? No cóż muszę przyznać, że było warto, bo w sam tylko lany poniedziałek spaliliśmy aż 2600 kalorii! Niech mi więc nikt nie mówi, że ciasta z bitą śmietaną, kawka z mlekiem, boczki i jaja, a także moc pożartego żurku zaszkodzić mi mogła. Alleluja.
Mapy później, bo nie potrafię ich zaimplementować z endomondo :)
09 kwietnia 2012
PRZEŁĘCZ SMUTNA
Ruszyliśmy nasze świąteczne, napakowane brzuchy na spacer w góry. Pogoda rewelacyjna, a warunki śniegowe jeszcze lepsze - trafił nam się świeży opad z nocy i chociaż śnieg był trochę ciężki to nie ma co narzekać - lanoponiedziałkowa wycieczka udała się na medal!
07 kwietnia 2010
WIELKANOC W LONDYNIE, CHICAGO i KOBIETA Z TATUAŻEM SMOKA
Siedzę przed ogromnym monitorem, nie ma polskiej czcionki, ale do Maca już zdążyłam się przyzwyczaić ;). Za oknem szaro, czasem leje jak z cebra, co tu nazywa się ładnie 'it rains like cats and dogs'... jesteśmy w Londynie, gdzie ludzie są mili i zawsze zadowoleni, w przeciwieństwie do pogody, która często jest byle jaka. Tym bardziej doceniamy słonce, które zaszczyciło nas w Wielkanocne popołudnie. Świąteczny lunch spędziliśmy w dużym, międzynarodowym gronie: Kristine z Belgii, Leslie i Steve z dziećmi Sathia i Luka z Niemiec, my z Polski oraz nasi gospodarze Hanna i Jurek sama już nie wiem skąd, w tylu miejscach mieszkali ;).
Steve zajmuje się tworzeniem profesjonalnych prezentacji, które można obejrzeć na stronie cafegroup.
Było fantastycznie - polskim zwyczajem objedliśmy się do granic możliwości, a potem poszliśmy na bardzo długi spacer. Hania i Jurek na czas Wielkanocy zamienili się w króliczki i podczas spaceru biegaliśmy po krzakach szukając wielkanocnych jajek.
Dla dorosłych było jajo ogromnej wielkości (Leslie udało się zostać szczęśliwym znalazcą, chociaż konkurencja była zażarta). W Lany Poniedziałek zostaliśmy przyłapani w łóżku i potem cały dzień trzeba było suszyć materac - ale tradycji stało się zadość.
Po południu poszliśmy do kina na duńsko-szwedzki thriller o bardzo ciekawej fabule, ale z ekstremalnie brutalną sceną gwałtu. Ciekawa była reakcja ludzi kiedy zgwałcona dziewczyna wzięła odwet na mężczyźnie, który ją zgwałcił. Ta scena też była ekstremalnie brutalna, ale wszyscy mieli zadowolone miny - ot sprawiedliwości stało się zadość. Jak ktoś lubi ciekawe obyczajowe filmy o interesującym zakończeniu to zdecydowanie polecam. Film był z angielskimi napisami i nie wszystko dokładnie rozumieliśmy, tym większe było moje zdziwienie, kiedy po projekcji angielka siedząca obok poprosiła o wytłumaczenie zakończenia (którego nie zrozumiała). Widocznie ważniejsze jest zrozumienie zamysłu reżysera niż bariera językowa ;). Popołudniową kawkę wypiliśmy w towarzystwie Evie i Theodory (obie z Grecji - fantastyczne dziewczyny). Theodora też widziała ten film i jej się nie podobał. Stwierdziła, że nie powinno się pokazywać tak brutalnego, jej zdaniem nierzeczywistego świata. Ja z kolei uważam, że otacza nas o wiele bardziej brutalny świat niż ten pokazany w filmie. Ze statystyk wynika, że nawet w tej chwili ktoś na świecie jest gwałcony, pytanie tylko czy chcemy sobie to uświadamiać i po co. Podzielność zdań stanowi podstawę do prowadzenia dyskusji, a im zdania bardziej podzielone tym dyskusja bardziej ożywiona i tym więcej można się dowiedzieć ;).
A teraz kolei na CHICAGO. Odkryliśmy, że grają w teatrze Cambridge i udało nam się zdobyć bilety. Kocham ten musical - z resztą jest moim ulubionym, więc wymagania były ogromne i pewnie dlatego będę bardzo krytyczna. Z pewnością pięknie było zobaczyć sztukę na West Endzie. Musical wystawiany w Londynie jest oparty na sztuce z 1926r., napisanej przez reporterkę "Chicago Tribune" Maurine Dallas Watkins. Dziennikarka zainspirowała się sprawami Annany Beulah (później stała się Roxy) i Belvy Gaertner (Velma), które opisywała dla gazety. Obie Panie były reprezentowane przez dwóch różnych prawników W.S. Stewarta i W.W. O'Briena, których cechy jak mniemam zostały potem przypisane musicalowemu Billowi Flynnowi. W Londynie sztuka obchodziła niedawno 10-cio lecie, a w przedstawieniu wzięli udział wszyscy dotychczas grający aktorzy - musiało trwać bardzo długo i robić wielkie wrażenie, ale ten show był zarezerwowany tylko dla vip-ów (ciekawe czy była królowa?). W każdym razie Chicago, najdłużej wystawiane przedstawienie na Broadwayu, doczekało się ekranizacji w 2002r. Wyśmienita obsada, produkcja niemiecko-amerykańska w reżyserii Roba Marshalla została nominowana w 13 kategoriach. Film został uznany najlepszym filmem 2002r. i zdobył aż 6 Oscarów w tym za dźwięk, scenografię, kostiumy, montaż i drugoplanową rolę kobiecą dla Catherine Zeta-Jones, która w filmie wcieliła się w rolę Velmy Kelly. Muszę więc przyznać, że niełatwo jest pokazać na scenie to co można było zobaczyć w filmie. Rola 'Mamy' Queen Latifah - królowej popu i bogini sexu jest nie do pobicia. Kiedy w teatrze zobaczyłam szczupłą blondynkę śpiewającą 'When You're good to Mama', to byłam tak zawiedziona, że nie pomógł nawet piękny głos aktorki. Za to Terence Maynard, który zagrał Flynna był o niebo lepszy o Gere'a. Scena "Cell Block Tango" w teatrze wypada znakomicie, ale i w filmie jest bardzo dobrze pokazana, za to "We Both Reached for the Gun" kiedy Roxy jest marionetką to wielka teatralna sztuka. Mimika twarzy, postawa i wspaniale wyćwiczone ruchy - wszystko to w doskonałej precyzji z muzyką, niesamowita płynność ruchu i zgranie aktorów - to zrobiło na mnie ogromne wrażenie... Ach żeby tak móc dla porównania zobaczyć Chicago na Broadwayu... Może w 2012 - Wojtek jak myślisz moglibyśmy to zaplanować w kalendarzu googla... and all that jazz...
| Zobacz inne fotki z Londyn Święta |
Było fantastycznie - polskim zwyczajem objedliśmy się do granic możliwości, a potem poszliśmy na bardzo długi spacer. Hania i Jurek na czas Wielkanocy zamienili się w króliczki i podczas spaceru biegaliśmy po krzakach szukając wielkanocnych jajek.
| Zobacz inne fotki z Londyn Święta |
Dla dorosłych było jajo ogromnej wielkości (Leslie udało się zostać szczęśliwym znalazcą, chociaż konkurencja była zażarta). W Lany Poniedziałek zostaliśmy przyłapani w łóżku i potem cały dzień trzeba było suszyć materac - ale tradycji stało się zadość.
Po południu poszliśmy do kina na duńsko-szwedzki thriller o bardzo ciekawej fabule, ale z ekstremalnie brutalną sceną gwałtu. Ciekawa była reakcja ludzi kiedy zgwałcona dziewczyna wzięła odwet na mężczyźnie, który ją zgwałcił. Ta scena też była ekstremalnie brutalna, ale wszyscy mieli zadowolone miny - ot sprawiedliwości stało się zadość. Jak ktoś lubi ciekawe obyczajowe filmy o interesującym zakończeniu to zdecydowanie polecam. Film był z angielskimi napisami i nie wszystko dokładnie rozumieliśmy, tym większe było moje zdziwienie, kiedy po projekcji angielka siedząca obok poprosiła o wytłumaczenie zakończenia (którego nie zrozumiała). Widocznie ważniejsze jest zrozumienie zamysłu reżysera niż bariera językowa ;). Popołudniową kawkę wypiliśmy w towarzystwie Evie i Theodory (obie z Grecji - fantastyczne dziewczyny). Theodora też widziała ten film i jej się nie podobał. Stwierdziła, że nie powinno się pokazywać tak brutalnego, jej zdaniem nierzeczywistego świata. Ja z kolei uważam, że otacza nas o wiele bardziej brutalny świat niż ten pokazany w filmie. Ze statystyk wynika, że nawet w tej chwili ktoś na świecie jest gwałcony, pytanie tylko czy chcemy sobie to uświadamiać i po co. Podzielność zdań stanowi podstawę do prowadzenia dyskusji, a im zdania bardziej podzielone tym dyskusja bardziej ożywiona i tym więcej można się dowiedzieć ;).
A teraz kolei na CHICAGO. Odkryliśmy, że grają w teatrze Cambridge i udało nam się zdobyć bilety. Kocham ten musical - z resztą jest moim ulubionym, więc wymagania były ogromne i pewnie dlatego będę bardzo krytyczna. Z pewnością pięknie było zobaczyć sztukę na West Endzie. Musical wystawiany w Londynie jest oparty na sztuce z 1926r., napisanej przez reporterkę "Chicago Tribune" Maurine Dallas Watkins. Dziennikarka zainspirowała się sprawami Annany Beulah (później stała się Roxy) i Belvy Gaertner (Velma), które opisywała dla gazety. Obie Panie były reprezentowane przez dwóch różnych prawników W.S. Stewarta i W.W. O'Briena, których cechy jak mniemam zostały potem przypisane musicalowemu Billowi Flynnowi. W Londynie sztuka obchodziła niedawno 10-cio lecie, a w przedstawieniu wzięli udział wszyscy dotychczas grający aktorzy - musiało trwać bardzo długo i robić wielkie wrażenie, ale ten show był zarezerwowany tylko dla vip-ów (ciekawe czy była królowa?). W każdym razie Chicago, najdłużej wystawiane przedstawienie na Broadwayu, doczekało się ekranizacji w 2002r. Wyśmienita obsada, produkcja niemiecko-amerykańska w reżyserii Roba Marshalla została nominowana w 13 kategoriach. Film został uznany najlepszym filmem 2002r. i zdobył aż 6 Oscarów w tym za dźwięk, scenografię, kostiumy, montaż i drugoplanową rolę kobiecą dla Catherine Zeta-Jones, która w filmie wcieliła się w rolę Velmy Kelly. Muszę więc przyznać, że niełatwo jest pokazać na scenie to co można było zobaczyć w filmie. Rola 'Mamy' Queen Latifah - królowej popu i bogini sexu jest nie do pobicia. Kiedy w teatrze zobaczyłam szczupłą blondynkę śpiewającą 'When You're good to Mama', to byłam tak zawiedziona, że nie pomógł nawet piękny głos aktorki. Za to Terence Maynard, który zagrał Flynna był o niebo lepszy o Gere'a. Scena "Cell Block Tango" w teatrze wypada znakomicie, ale i w filmie jest bardzo dobrze pokazana, za to "We Both Reached for the Gun" kiedy Roxy jest marionetką to wielka teatralna sztuka. Mimika twarzy, postawa i wspaniale wyćwiczone ruchy - wszystko to w doskonałej precyzji z muzyką, niesamowita płynność ruchu i zgranie aktorów - to zrobiło na mnie ogromne wrażenie... Ach żeby tak móc dla porównania zobaczyć Chicago na Broadwayu... Może w 2012 - Wojtek jak myślisz moglibyśmy to zaplanować w kalendarzu googla... and all that jazz...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
