PRZEZ INDIE DO NEPALU I Z POWROTEM
Ten blog powstał, by na zawsze uwiecznić wspomnienia z wyprawy do Indii i Nepalu. Niepostrzeżenie stał się częścią mojego życia. W korowodzie codziennych zdarzeń i spraw do załatwienia znalazłam w końcu miejsce na odnalezienie samej siebie.
26 lipca 2013
48 GODZIN - I JUST CAN'T GET ENOUGH
19 października 2012
ZAWIROWAŁY JAZZEM LIŚCIE
19 września 2011
Zwariowany weekend z Georgem Michaelem, Panem Kazikiem i sprzątaniem świata czyli Kraków, Wrocław, Szczecin i Warszawa
Był tam więc zestaw turystyczno-budowlany obejmujący ubrania robocze, prowiant, narzędzia, przybornik małego kuchcika, poduszki (przydały się także we Wrocławiu i Szczecinie) oraz wszelkiej maści kable
i urządzenia elektroniczne służące prowadzeniu firmy oraz wyszukiwaniu ciekawych i przydatnych informacji.
Zestaw wyjazdowo-koncertowy składał się głównie z ubrań, peleryn przeciwdeszczowych oraz torebusi z niezbędnikami koncertowymi (m.in. kanapki,pomadki, dokumenty i bilety, okulary oraz forsa (nie do końca potrzebna, bo wszystko było na żetony, a jeden żeton po 8zł. - skandal! bo woda i cola w cenie jednego żetonu była)).
Zestaw początkującego nurka obejmujący pianki, płetwy, gadżeciarski jacket Artura oraz wzbudzający powszechne uznanie automat marki leglad (także Arturowy), czapki, rękawiczki i grube skarpety oraz ciepły napój w termosie - niealkoholowy oczywiście ;). Zestaw kulturalno-rozrywkowy czyli osadnicy+żeglarze+rycerze - pełna wersja planszowa na długie, zimne i ciemne wieczory na budowie. Ostatni i najbardziej istotny był zestaw do załatwienia spraw w Urzędzie - tzw.gruba teka budowlana tym razem wzbogacona o dowody osobiste do wymiany.
Wszystko to upchane do samochodu rozpoczęło podróż na Zakrzówek w sobotę o 8.00. To się nazywa akcja nurkowa! Sprzątaliśmy na powierzchni i pod - a znaleźć można było wszystko! Od komórek po komputery i telewizory, a nawet piwa schłodzone do wypicia gotowe. Trafiliśmy (szczęście początkującego) na pierwszą stronę 'gazety' z naszym pierwszym nurkowaniem z łodzi ;) . Tu Mama trzeba nacisnąć na to podkreślone.
![]() |
| Od Zakrzówek - sprzątanie świata |
bo aż 77 minut, a zmarzliśmy okrutnie. Akcja skończyła się o 13 wspólnym zdjęciem grupy ze śmieciami.
![]() |
| Od Zakrzówek - sprzątanie świata |
Nastąpiła szybka zmiana stroju i przenieśliśmy się do Wrocławia. Pan Kazik, który wynajął nam mieszkanie (2 pokojowe dla 5 osób) okazał się oszustem. To znaczy jak sam stwierdził zapomniał powiedzieć, że to nie jest jedno mieszkanie, tylko dokwaterowanie do dwóch już wynajętych mieszkań. Ostatecznie powiedział mi, że nie ma co wybrzydzać, bo o tej porze i za tą cenę nie znajdziemy już innego lokalu, a on jest zajęty (oglądał siatkówkę) i nie tylko się
rozłączył, ale postanowił też więcej nie odbierać (w wolnej chwili zajmę się Panem). Miał rację nawet nie próbowaliśmy szukać tylko popędziliśmy oglądać nowy cudny stadion i Georga Michaela z orkiestrą symfoniczną.
Stadion super nowoczesny, a akustyka świetna. Wrażeń z koncertu nie zdołał zepsuć nieziemski korek (policja zablokowała wszystkie drogi wjazdowe do centrum i nakazała wszystkim wyjazd na autostradę), ani
pozostali lokatorzy, z których jeden obudził nas o 2 nad ranem, a drugi o 7.
Zjedliśmy cudowne śniadanie na Ostrowie Tumskim i przenieśliśmy się do Szczecina. Na zdjęciach do nowych dowodów wyglądamy jak obcy - dosłownie. Poza tym okazało się, że tylko ja mieszkam pod nr5, a wszyscy inni zameldowani w naszym domu
pod nr 5/1, a to jest jednak zasadnicza różnica. Sprawę trzeba wyjaśnić, bo teraz już nawet w Urzędzie nie wiedzą, kto, jak, kiedy i po co zmienił adres dla domu
jednorodzinnego na nr5 mieszkania 1. Tak czy owak wnioski o wydanie nowych dowodów zostały złożone, a kartki do głosowania pobrane i przenieśliśmy się do Warszawy.
Tutaj nastąpiło piękne ukoronowanie zwariowanego weekendu - nadano nam nazwę ulicy i to w dodatku na tą, którą sami wybraliśmy! Madzia została Matką Chrzestną
ponieważ to jej nazwa była najbliższa tej, którą ostatecznie mamy - wybrała 'podróżników', twierdząc, że to do nas pasuje. Niestety okazało się, że nieopodal jest ulica Podróżna i Turystyczna, więc zdecydowaliśmy się na Wędrowców i udało się.
14 lipca 2010
SLOT ART FESTIVAL - LUBIĄŻ 2010
| Zobacz inne fotki z Slot Art Festival 2010 |
Slot to 140 warsztatów o przeróżnej tematyce od robienia grotów i noży, poprzez naukę śpiewu, rysunku, pisania secenariuszy, jazdy na monocyklu, reportażu, decoupagu i robienia biżuterii z filcu do nauki pływania na desce. Do tego wykłady, konkrsy i zabawy. Masa kafejek ukrytych w różnych częściach pałacu i wieczorne koncerty. Na terenie obowiązuje całkowity zakaz picia alkoholu, a we wszystkich pomieszczeniach zakaz palenia papierosów - nie muszę wspominać, że bardzo nam się to podobało. Mieliśmy duży problem z wyborem warsztatów dla siebie, szczególnie, że sami prowadziliśmy warsztat z wolontariatu w Indiach i siłą rzeczy nie mogliśmy w tym czasie być w innej grupie. Na szczęście warsztaty były podzielone na 3 tury. Zwyciężyło hobby związane z fotografią i zapisaliśmy się na 'eggart- czyli zdjęcie w jajku'. Niestety nie przyznano funduszy na jajka, więc została zabawa ze zdjęciem w pudełku, czyli camera obscura ;). Zabawa była przednia - zdjęcia wyszły nam fajne i dowiedzieliśmy się jak technicznie zrobić zdjęcie w jajku, a nawet w orzechu ;). Niestety nasze fotki zostały do ostatniego dnia - była wystawa - a my musieliśmy wyjechać, ze wzgledu na stan zdrowia. Upały w dzień, ziąb w nocy, emocje związane z mundialem i duża ilość mówienia spowodowały , że musieliśmy wracać do domu. Szkoda. Ostatniego dnia udało nam się zaliczyć ciekawy wykład Wojciecha Zięby o Sprawiedliwym Handlu i jego żony Alicji Kajak - Zięby, która spędziła 10 lat w Afryce niosąc pomoc medyczną w czasie wojny w Burgundii oraz Pigmejom w Kamerunie.
01 lipca 2010
Jestesmy w zoo - OPEN´ER 2010
| Zobacz inne fotki z open'er 2010 |
Odchorowałam pobyt na Openerze i w końcu zabieram się do uzupełnienia wpisu. Tyle wrażeń kłębi mi się w głowie, że nie wiem od czego zacząć...
72 hektary terenu festiwalowego, 25 km ogrodzenia, prawie 100 tysięczna publiczność, 20 tysięcy osób na polu namiotowym, 500 dziennikarzy, 70 zespołów i wykonawców, 7 scen, niezliczona ilość toi-toi, kino letnie, plac zabaw dla dzieci, przewoźne bankomaty, 3 miasteczka festiwalowe, 4 strefy gastronomiczne z obfitością potraw i napoi, pokazy mody, konkursy, dyskoteki, w dzień 35 stopni, a w nocy 9 i para z ust - czyli Opener 2010 (tu są panoramki z festiwalu).
Niezapomniane przeżycie stanowić tylko małą kropkę w wielotysięcznym tłumie. Codziennie ok. 18 dawaliśmy się porwać nieustającemu strumieniowi ludzi, który po przejściu kontroli opasek rozlewał się na ogromnym polu, przemieszczając się w kierunku scen koncertowych. Kiedy tak szliśmy ku zachodzącemu słoncu namacalnie czułam, że biorę udział w nierzeczywistym wydarzeniu. Świat zwalniał wtedy jak na westernie, a my główni bohaterowie, zalani złotym światłem zmierzaliśmy do celu ;). Doznania absolutnie bezcenne - czujesz, że nie jesteś sam na świecie, choćbyś był najbardziej samotny. Ludzie jednoczą się w rytmach muzyki, są wszędzie dookoła
Ciebie - szczęśliwi i wolni... wolni od krępujących konwenansów, codzienności, od tego co im wolno, a czego nie wolno - giniesz w tym tłumie, zatapiasz się w nim, uwalniasz się...

Koncetów bylo tyle, że nie sposób wymieniać wszystkich, na które poszliśmy. Moim absolutnym faworytem został Skunk Ananansie - zespół, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam. Nazwa pochodzi od skunksa i legendarnego boga Afryki Zachodniej - Anansie czyli Pana Pająka ;). Skunk Anansie dał czadu jak Elvis i powalił publiczność na kolana. Początkowo byłam leko zdziwiona, oszołomiona, a później wręcz zniewolona niezwykłą osobowością Skin - wokalistki zespołu. To co wyprawiała na sceenie jest w zasadzie nie do opisania. Tłum oszalał, kiedy zbiegła ze sceny i wspieła się na barierkę oddzielającą ją od publiczności. Kiedy chwilę później, nie przerywając śpiewania dała się ponieść na rękach publiczności, skruszyła najtwardsze serca. Od tej chwili jak jeden organizm robiliśmy wszystko czego chciała Skin. Ona też dała z siebie wszystko. Bez chwili przerwy na złapanie oddechu z zabójczym tempem i zmieniającym się rytmem, dotrwała do końca z pięknym, radosnym usmiechem - świeża, jakby przed chwilą wyszła z garderoby ;). Wykończyła mnie, ale zostałam dozgonnym fanem i będę wypatrywać następnego spotkania.
Massive Attack - najbardziej wyczekiwany przeze mnie (jeden z niewielu znanych). Jak zwykle zagrali świetnie, ale tym razem było to niesamowite widowisko, bo... przygotowali wizualizacje po polsku! Co chwilę pojawiały się najnowsze doniesienia z kraju, a największy aplauz wywołało złamanie ciszy wyborczej pod hasłem: W Poniedziałek dowiemy się kto będzie Prezydentem Polski, a chilę później: Komorowskiemu urodziła się wnuczka ;).
Jeszcze słowo o Grace Jones - byliśmy tylko na czterech utworach - niezłe przedstawienie i władczość godna podziwu - głos fantastyczny. Regina Spektor - niezła, wschodząca gwiazda rosyjskiego pochodzenia.
24 czerwca 2009
POZNAŃ -MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL MALTAŃSKI
| Zobacz inne fotki 19 Festiwal Maltański |
W pierwszym dniu festiwalu spotkało nas rozczarowanie - nie zdążyliśmy kupić biletów na 'Randkę w ciemno' - spektakl, w którym widzowie stają się częścią improwizacji.
Do uczestniczenia w takim wydarzeniu potrzeba odwagi, jest to bowiem niecodzienne i niekonwencjonalne podejście do sztuki. Do każdego widza przypisany jest jeden aktor, ale niecodzienność polega na tym , że każdy widz ma zasłonięte oczy. Pozwala to na skupienie się całkowicie na swoich emocjach, na wytężeniu innych zmysłów, które w dzisiejszym kolorowym świecie telewizji i internetu mogą być nieco stłumione. Aktorom taka forma teatralna daje możliwość nawiązania bezpośredniego kontaktu z widzem. A wszystko to owiane jest tajemnicą i w zasadzie nie wiadomo czego się można spodziewać podczas spektaklu. Jak sama nazwa wskazuje 'Unknown' - to jedna wielka niewiadoma - dlatego bardzo żałuję, że nie będziemy mogli zaznać emocji związanych z tym wydarzeniem.
| zobacz inne foty 19 Festiwal Maltański |
We wtorek od rana wiedzieliśmy, że dzień będzie udany. W tym szarym, mokrym smutnym świecie pojawiło się słońce. I tak po kilku godzinach pracy uciekliśmy na rynek żeby wziąć udział w spektaklu: 'Dwoje biednych Rumunów rozmawiających po Polsku'. Na miejscu okazało się, że sztuka będzie wystawiana w knajpce przy piwku i herbacie, a chwilę później, że nie będzie to standardowy odbiór. Wypożyczono wszystkim takie małe radyjka ze słuchawkami i ze sztuki zrobiło nam się słuchowisko. Ciekawa forma i świetna fabuła Doroty Masłowskiej. Dramat opowiada o dwojgu ludzi z Warszawy, którzy poznają się na suto zakrapianej, narkotykowej imprezie. Na haju wyruszają w podróż po Polsce, udając biednych Rumunów. W sztuce pokazana jest przejaskrawiona sytuacja młodych polaków wypełniających życiową pustkę narktotykowym 'odjazdem'. Bełkotliwy, niepoprawny język, wulgarne słownictwo i tragiczne zakończenie, ale wszystko to przedstawione w takiej formie, że co chwilę wybuchały salwy śmiechu. Jakby nadać komedii podwójny sens.
W tym samy tonie utrzymane jest Happy Nigela Charnocka. Przedstawienie o seksie, alkoholu i stereotypach. Jednocześnie tragiczne i żywiołowe, kolorowe i smutne, o śmierci i życiu, zabawie i śmierci. Tak ekspresyjna sztuka pełna sprzeczności i fantastycznej muzyki, że chwilami nie wie się czy to sen czy jawa ;). Na mnie zrobiła ogromne wrażenie. Myślałam, że idę na lekką, frywolną komedyjkę, a zobaczyłam stereotypowy obraz Polaka - pijaka. Fantastyczna muzyka, rewelacyjna choreografia i znów, jak podczas większości przedstawień tegorocznego festiwalu, publiczność biorąca czynny udział w przedstawieniu. Happy jest wesołe i kolorowe - śmieszne, ale pod płaszczykiem humoru jest cały czas ukryte ziarenko prawdy. Taki maleńki groszek, ale księżniczka spać nie będzie mogła...
| Zobacz inne fotki 19 Festiwal Maltański |
Orkiestra wędrująca po rynku - "Haydn, części całości".
No i na koniec jeszcze o Francuzach na Półwiejskej. Teatr uliczny - aktorzy ubrani niemal tak jak przeciętni widzowie, wmieszani w tłum, prawdziwy performens. Le goudron n'est pas meublé" („Asfalt nie jest umeblowany"). Sześć osób - lekko obłąkanych - ingeruje w przestrzeń miejską nie zważając na toczące się życie, ruch miejski, przechodniów. Wsiadają do samochodów, wstrzymują ruch, wieszają się na słupach, dotykają przechodniów. Reakcje ludzi są nie do opisania, a wszyscy, którzy wiedzieli o co chodzi nie tylko świetnie się bawili, ale dali się wciągnąć w całą akcję i brali czynny udział w przedstawieniu. Fantastyczna sprawa i chyba nieźle się bawiliśmy, bo po zakończeniu podeszła do nas jakaś zdenerwowana dziewczyna i stwierdziła: 'przez tą waszą demonstrację ludzie mdleli w tramwajach!' - no tak jakby się głębiej zastanowić to faktycznie wyglądamy na nico obłąkanych...
po powrocie z urlopu będą jeszcze zdjęcia i może jakiś filmik ;) Wojtek dzwonił, żeby skorygować nazwę: Festiwal nazywa się 19 Festiwal Malta - ja znalazłam info, że nazwa pochodzi od jeziora maltańskiego i sobie odmieniłam, a on znalazł, że nazwa pochodzi od dzielnicy i się nie odmienia - ot i problem. Zostawiam maltański i już trudno!
21 czerwca 2009
WIANKI w KRAKOWIE – LENNY KRAVITZ
W tym roku Kraków zasłużył na pochwałę. Byliśmy na kilku ‘wiankach’ i nigdy nie było ani takiej atmosfery, ani tak wspaniałej organizacji przy tak paskudnej pogodzie. Gratulacje – w zeszłym roku spisaliśmy krakowskie imprezy na straty – w tym roku – fajerwerki przyćmiły nawet – chociaż niechętnie to piszę – nasze szczecińskie z Tall Shipa. Po raz pierwszy ktoś pokusił się o zsynchronizowanie wystrzałów z muzyką i zrobił to doskonale. Przy perfekcyjnym niemalże nagłośnieniu i kontroli nad całym procesem, muzyką zmieniająca się w trakcie pokazu i tej niezwykłej jak na Kraków przejrzystości powietrza efekt był piorunujący. Koncert Lennego Kravitza był absolutną rewelacją – rozgrzał publiczność do czerwoności – z nieba na spadochronach spadały ‘dziewice’, wyławiane zgodnie z tradycją z wody przez dzielnych młodzieńców i przysięgam – żadnego kiczu! Po raz pierwszy też widziałam ‘wianki’ na wiankach ;). W trakcie koncertu na wodzie pojawiło się około 150 ‘światełek’ malowniczo przepływających przed sceną i odpływających z prądem, tak, że w pewnym momencie Wisła rozświetliła się ‘wiankami’ i tradycji w tym jakże tradycyjnym mieście stało się zadość. Tylko Lennemu było nieco dziwnie występować przed publicznością, która jest tak daleko ‘za fosą’. Przywitał nas słowami:’Cześć. Ja jestem tu… a wy tam’. Było mu tak dziwnie, że w końcu zrobił sobie zdjęcie pamiątkowe, ale Kraków zapamięta na długo. Balon też zrobił swoje. Wkomponowany już w codzienność miasta, wkomponował się teraz w tło Wawelu i jak księżyc w nowiu w noc Kupały świecił nad bulwarem Wiślanym. Mam wrażenie, że w tym roku impreza przyciągnęła rekordową liczbę widzów i jest to niezwykłe osiągnięcie zważywszy, że było zimno, tłoczno i cały czas padał rzęsisty deszcz. Z niecierpliwością oczekuję przyszłego roku i kolejnych ‘wianków’ w Krakowie – SZACUN!
Niestety nie mam żadnych zdjęć, w związku z tym skorzystam gotowego montażu zamieszczonego na oficjalnej stronie ZOBACZ WIANKI 2009
Anna Bucholc prosi o komentarze:
24 maja 2009
WŁADCA PIERŚCIENI, KOLIZJA I KAJAK
Cud Boski, że się ludzie nie pozabijali, projekcja była opóźniona prawie 3 godziny i trzymali tłum w kolejkach przed wejściem. Były tylko dwie bramki wejściowe i łącznie 8 osób sprawdzających bilety - problem z parkingiem, żadnych informacji o rozpoczęciu, wyjaśnień czy przeprosin. Poza tym błędne informacje na stronie internetowej, gdzie wyczytałam, że będzie 700 artystów, a było 300 i że projekcja będzie trwała godzinę, a film wyświetlany był w całości. Mimo wszystko jednak warto było... chociaż gdyby nie Piotrek, który pojechał do domu po swetry, kurtki i ciepłą herbatę, pewnie byśmy zamarzli - impreza skończyła się o 3 rano!
A po powrocie do auta za wycieraczką znaleźliśmy kartkę - proszę odebrać protokół pokolizyjny z komendy przy ul.Mogilskiej :) No i mamy tylni błotnik do wymiany.
W końcu dzisiaj udało się wypróbować kajak! Razem z Klaudyną połączyliśmy kajak z pontonem i spławiliśmy się Wisłą miedzy stopniami Kościuszko i Dąbie - całe 13km. Ładnie było i ciepło i grill był, tylko dość długo nam zeszło - skończyliśmy po 19.00 kiedy słonko już zachodziło. To pewnie przez to długie lansowanie się pod Wawelem ;) Faktycznie nasz dziwaczny tandem wzbudzał sensację - szczególnie 'Kaczucha' Klaudyny...
Podsumowując: Wisłą spływa się nieźle, ale nie można się kąpać - jeśli zdrowie i życie nam miłe i odcinka między mostem zwierzynieckim, a grunwaldzkim zdecydowanie nie polecam - zbyt duży ruch wodny i pieszy...
| ZOBACZ INNE FOTKI Z KAJAK |
Anna Bucholc prosi o komentarze:
23 maja 2009
WEEKEND LUZU, CHOROBA GAHANA I WŁADCA PIERŚCIENI
Wczoraj miałam pierwszy raz wyjechać motorem na miasto, ale oczywiście zaczęło padać i Andrzej stwierdził, że nie pojedziemy. Przy śliskiej nawierzchni nie ma co ryzykować upadku - to już wiem po ostatnim kontakcie z błotem ;). Trasę egzaminacyjną już znam i to jest faktycznie ogromne ułatwienie, chociaż trochę byłam zdziwiona, że ustalono tylko jedną trasę, ale może ktoś uznał, że motorem jeździ się trudniej niż samochodem i nie ma co wprowadzać zamieszania. W zasadzie nie jest bardzo skomplikowana, więc jak nie zdam to będzie trochę dziwnie, chociaż w zasadzie wiadomo, że zestresowani ludzie robią różne dziwne rzeczy...
Na dzisiaj mieliśmy zaplanowany spływ Popradem - kajak został przygotowany, ale znajomi odmówili z powodu pogody. Może i dobrze, bo jesteśmy strasznie zmęczeni - wczoraj naprawialiśmy motor 3 rano, biedna Ulka jest już cała wybebeszona - mam nadzieję, że jak skończymy będzie pracować jak nowa bez konieczności napraw w drodze do Gruzji. Myśleliśmy trochę o rowerach na dziś, ale nam się nie chce. Wieje strasznie i jest zimno, więc trochę posiedzimy w domu, potem pojedziemy kupić i odebrać części do motoru i chyba dzisiaj popracuję. Myślałam, że straciłam już serce do Firmy, ale ostatnio z Arturem zrobiliśmy absolutną rewolucję, całkowicie zmieniliśmy ofertę i wprowadzimy nowe usługi i na prawdę jestem bardzo zadowolona i co najdziwniejsze i najmniej normalne i niezdrowe - chce mi się pracować ;). Wyniki naszych działań będą na stronce internetowej pewnie za kilka dni, trochę czasu zajmie ich umieszczanie WWW.GLOKER.EDU.PL.
Wieczorem - przy okazji odbywającego się w Krakowie II Festiwalu Muzyki Filmowej - będziemy oglądać na błoniach Władcę Pierścieni - niestety Dwie Wierze - ja wolę Drużynę Pierścienia zarówno pod względem muzyki i/a może przede wszystkim ze względu na krajobrazy. Najwyraźniej się nie znam, bo Shore otrzymał Oscara za muzykę z Dwóch Wierz. No nieważne - w każdym razie liczę na wielkie wydarzenie. Na żywo wystąpi 700 artystów w tym ponad 250 osobowy skład orkiestry symfonicznej Sinfonietta Cracovia i projektowy chór Pro Musica Mundi pod kierownictwem Ludwiga Wickiego. Skrót filmu będzie wyświetlany w systemie high definition, na jednym z największym z ekranów dostępnych w Europie - nie podali niestety wymiarów, ale może się dowiem. Podobno projekcję ma obejrzeć 23 000 widzów - w czwartek kupiliśmy 5 z ostatnich 20 biletów ;)
13 lipca 2008
KONCERT NELLY FURTADO
Anna Bucholc prosi o komentarz
12 lipca 2008
KONCERT NELLY - WZNOWIONY


Dzisiaj Poznań nie nazywa się Poznań tylko Nelly Furtado. Wszyscy żyją koncertem – szczególnie, że pada. Jest wielki problem z kupieniem peleryn, ale właśnie dzwoni Antek – kupił 10 sztuk – NASZ BOHATER. Kupił szare, ale korektorem napiszemy NO MORE RAIN!!! Albo NELLY – I LOVE YOU (ten napis rezerwujemy dla Olimpii). Oli jest taką fanką, że na koncercie z wrażenia aż się nie rusza – mówi Piotrek i chyba zaraz oberwie .Jest 15.00, a my przez cały dzień słuchamy serwisów informacyjnych i trzymamy kciuki, żeby nie odwołali koncertu z powodu deszczu. W necie pojawiły się nieprawdziwe informacje na temat koncertu – różne serwisy (miasto poznań, plotka, mmpoznań, poznań, muzyka onet, interia) podają, że Nelly odwołała koncert w Moskwie, inne, że koncert ma być jutro. Podają też, że wracając z koncertu skandowaliśmy Nelly oddaj pieniądze lub Nelly nic się nie stało, a tymczasem ludzi krzyczeli Nelly Nelly i śpiewaliśmy I like the rain :). Wszyscy byli szczęśliwi i zadowoleni i mieli nadzieję, że Nelly dzisiaj zaśpiewa. Piotrek martwi się teraz że nie zdążymy, albo zapomnimy tych przemoczonych biletów. Zaraz wychodzimy tylko jeszcze teraz pizza przyjedzie – znaczy za 50min do godziny. BO WSZYSCY FANI DZISIAJ PIZZE JEDZĄ!! Fajnie mamy dwa koncerty Nelly w cenie jednego. Pitera martwią mokre buty, chyba będzie musiał iść w sandałach. A w sandałkach nie da się tak skakać… Mamy mokre buty, spodnie, koszulki. Wszystko mokre. Bartek mówi, ze weźmiemy takie malutkie worki na buty, i na ręce, a najlepiej do tego duże i wejdziemy do środka. A na górę pelerynki od Antka. Ciekawe jak tam Iza i Olek. Wczoraj ich zgubiliśmy przy tramwajach, ale dzisiaj na pewno znowu się spotkamy.
Nelly, podejście drugie już dziś!
O godzinie 18.00 nad Maltą ponownie wystąpi Nelly Furtado! Wczoraj miał odbyć się pierwszy i jedyny w Polsce koncert światowej sławy piosenkarki pop. Niestety, po trzeciej piosence burza rozpędziła wszystkich do domu, impreza została odwołana. Bilety z wczoraj zachowują ważność i są przepustką na dzisiejszy koncert.
A TAK O WCZORAJSZYM KONCERCIE PISZĄ NA TUTEJ.PL - ZDJĘCIA TEŻ OD NICH
Koncert zaczął się zgodnie z planem. Patrycja Markowska doskonale znała swoją rolę i nie przedłużała występu. Całkiem udanego, zapewne dzięki odpowiedniemu repertuarowi, na który złożyły się największe hity artystki. Polska gwiazda zeszła ze sceny przed godz. 21. Oczekiwanie na Nelly Furtado trwało około pół godziny. W tym czasie niebo nad jeziorem maltańskim powoli przybierało złowrogi odcień. Jednak żądna wrażeń publika zdawała się tym nie przejmować. Kanadyjka rozpoczęła koncert od dwóch piosenek ze swej debiutanckiej płyty „Whoa, Nelly”. Fani wraz z artystką odśpiewali refreny „I’m like a bird” i „Turn off the light”. Podczas występu Nelly towarzyszył czteroosobowy zespół tancerzy. Po owacjach przyszedł czas na trzecią piosenkę – singiel „Powerless” z płyty „Folklore”. I rzeczywiście wokalistka okazała się bezsilna. Podczas konferencji prasowej zapowiadano zresztą, że trzeci utwór będzie wyjątkowy. Nelly musiała ustąpić największej gwieździe wieczoru – burzy z piorunami! Klimat i środowisko pokazały na co je stać. W okamgnieniu na publiczność i scenę spłynęły litry wody. Niektórzy zaczęli w popłochu uciekać z Malty. Reszta schroniła się pod parasolami, ściskając się jak najmocniej. Humory jeszcze dopisywały, mimo dramatycznej sytuacji. Po kilkunastu minutach pogoda uspokoiła się na tyle, że zaczęto sprzątać na scenie i przygotowywać ją do powtórnego koncertu. – Wy się nie poddaliście, i ona też nie - wykrzyczał do publiki Artur Orzech, zapowiadający koncert. Jednak po kilku minutach deszcz powrócił, a nad jeziorem rozszalała się burza. W pewnym momencie piorun uderzył w pobliże głośnika znajdującego się po lewej stronie sceny. Gdy na zalanej deszczem estradzie ponownie pojawił się Artur Orzech, nie udało już się uruchomić mikrofonów. Na migi pokazał publiczności, że koncert na dziś się skończył. Tłum ruszył więc do domów, skutecznie korkując na kilkadziesiąt minut rondo Śródka. Organizatorzy zapewnili, że koncert Nelly Furtado odbędzie się w innym terminie, a bilety na dzisiejszą imprezę nie tracą ważności. Koncert Nelly Furtado odbędzie się 12 lipca o godz. 18.00 nad Jeziorem Malta. Bilety z dnia 11 lipca zachowują swą ważność.
Anna Bucholc prosi o komentarze
KONCERT NELLY - ODWOŁANY


Byliśmy tam – mówi Piotrek i się uśmiecha. Wczoraj nie było nam tak wesoło. Koncert był naprawdę świetny, ale początkowa organizacja – do niczego. Miały być darmowe autobusy i po raz pierwszy w życiu postanowiliśmy skorzystać. Samochód został pod poznańskim biurem, a my w doskonałych humorach wyruszyliśmy. Pogoda dopisywała chociaż było trochę za gorąco i narzekaliśmy, że nie mamy bardziej przewiewnych ubrań. Razem z tłumem fanów Nelly czekaliśmy na przystanku przez 20 min. Nie było żadnej informacji, a ludzi przybywało. Stwierdziliśmy więc, że trzeba raczej pojechać tramwajem, żeby zdążyć. Była już 19.40, a koncert zaczynał się o 20.00 – suportem Patrycji Markowskiej. Z nami zabrali się inni przyjezdni, bo przecież nie każdy zna Poznań, a nie było nikogo z organizatorów, kto podpowiedziałby nam np. którym tramwajem dojechać na koncert. Okazało się, że z tramwajem to też nie taki dobry pomysł. Przez kolejne 5 min czekaliśmy na jakikolwiek tramwaj. Poznaliśmy za to mnóstwo ludzi . A jak tramwaj nadjechał – uff – zobaczyliśmy dziki tłum. Oli śmieje się, że od razu pomyślała, że nie trzeba kupować biletu. Wepchnęliśmy się do środka, tylko po to żeby przejechać 2 przystanki. Potem trzeba było przesiąść się na autobus, bo tory w remoncie. Byliśmy zaskoczeni, że koncert cieszy się takim powodzeniem. Spoceni wysypaliśmy się z tramwaju i prawie biegiem na koncert, tylko po to żeby zobaczyć dwie wąskie bramki i oczywiście niesamowity tłum. Organizatorzy w ogóle się nie przygotowali, a przecież wiedzieli ile biletów jest sprzedanych i ilu ludzi trzeba będzie obsłużyć. W końcu udało nam się wejść i Piter znalazł Antka – przy sektorze dla inwalidów. Tam poznaliśmy też Izę i Olka. Patrycja podkręciła atmosferę i zasłużyła na brawa, ale po jej występie musieliśmy czekać ok.40min. Piotrek mówi, że Orzech osiwiał – cokolwiek to znaczy. A wczoraj mu spłynęła cała jego fryzura. A Oli dzisiaj idzie bez zegarka – hahahaha – chyba w samej folii wystąpimy. Tylko musimy sobie coś różowego przykleić, żeby się odróżniać od facetów.
Przed Nelly zaczęło grzmieć – i wszyscy się cieszyli – jak zobaczyliśmy pioruny to wszyscy klaskali i śmialiśmy się, że to zapowiedź od Nelly. Na koncercie miało być ostro – i było! Najpierw wyszedł Prezydent Miasta Poznania – wtedy faktycznie tłum zaczął skandować „Nelly, Nelly”. W końcu dość czekania – burza idzie! Kiedy pojawiła się Nelly tłum oszalał. Atmosfera nie do opisania, rewelacja. Przy pierwszym utworze zaczęło kropić, ale emocje były takie, że w zasadzie nikomu to nie przeszkadzało. Później Nelly zaśpiewała „Turn off the light” – „kurde ale było fajnie” – mówią Oli i Piter. I było… tylko „Turn off the light” było za wcześnie… bo przy trzecim utworze faktycznie zgasły światła. Zerwał się taki wiatr, ze na scenie wszystko fruwało. Na początku tańczenie i śpiewanie w deszczu było nawet fajne. Atmosfera niepowtarzalna. Bawili się wszyscy. Niestety deszcz zacinał coraz mocniej, a później to już było oberwanie chmury. Błyskawice, grzmoty co chwile – Nelly naprawdę się postarała, żeby koncert był wyjątkowy . Moment później łupnęło i Nelly uciekła z komentarzem, że ze względu na nasze bezpieczeństwo robi 10 minut przerwy!!! A my na deszczu i co mamy robić – kurcze! Cześć ludzi zaczęła uciekać, ale pozostali myśleli, że to przejdzie. Niektórzy mieli parasole i tych najbardziej lubiliśmy. W Polsce wszyscy się kochają, aż miło. Lało tak strasznie, ze wielotysięczny tłum stłoczył się w kilkuosobowych grupach. Przytuliliśmy się do siebie i krzyczeliśmy – sama nie wiem po co – może żeby cieplej było, a może ze złości, że było tak fajnie, teraz pada… Deszcz zamiast ustawać jeszcze się nasilił. W chwile później nikomu już nic nie pomagało – każdy z nas miał przemoczone ubranie – do majtek . Przed koncertem było bardzo gorąco, więc większość ludzi nie miała nawet kurtek. Najgorzej mieli Ci, którzy przyjechali tylko na koncert. Oni do dzisiaj nie mają nic suchego… Po kilkunastu minutach większość z nas wiedziała już, że to koniec koncertu – ruszyliśmy w tym deszczu z tłumem innych ludzi. Nikt nie był zły, może tylko żal było, bo koncert na pewno byłby świetny. Szliśmy tak wszyscy trzymając się za ręce i wiedzieliśmy, że trzeba będzie iść na piechotę. Ktoś próbował zadzwonić po taxi, ale wszystkie numery były zajęte. Sparaliżowaliśmy ruch drogowy wokół Malty. Nam udało się złapać tramwaj – tam zgubiliśmy Izę i Olka. Przemoczeni wróciliśmy do domu, a po drodze w „żabce” kupiliśmy krupnik do herbaty – Pani nie była zdziwiona – wszyscy tak zrobili żeby się nie pochorować . Podobno Nelly wyszła jeszcze na scenę, po 1,5 godziny i chciała zaśpiewać dl tej garstki ludzi, którzy na nią czekali. Niestety, albo stety znowu zaczęło padać i postanowiła przełożyć koncert na dzisiaj na 18!!! Powiedziała, że jest zaskoczona polską publicznością i dla nas zmieni plany i zaśpiewa. SUPER!
ZOBACZ ZDJĘCIA - trzeba zjechać na dół strony - jest nawet kilka fotek z "ucieczki"
Anna Bucholc prosi o komentarze
11 lipca 2008
KONCERT NELLY
W czwartek, 27 marca, Prezydent Miasta Poznania, Ryszard Grobelny, oficjalnie ogłosił nazwisko gwiazdy, która wystąpi na koncercie organizowanym w ramach "Roku Klimatu i Środowiska". Jak wiadomo, będzie nią Kanadyjka Nelly Furtado. Poznaliśmy też inne szczegóły imprezy.
Koncert, którego organizatorem jest Miasto Poznań, a producentem Fundacja "Malta", odbędzie się 11 lipca na terenie poznańskiej Malty o godz. 20. Przy wyborze Nelly Furtado, kierowano się przede wszystkim zaangażowaniem gwiazdy w działania na rzecz ochrony środowiska. Kanadyjska artystka aktywnie wspiera proekologiczne postawy. Dała temu wyraz występując w spocie reklamującym międzynarodową akcję "Godzina dla Ziemi", w którą w Polsce wraz z organizacją WWF 29 marca włączą się władze miast i instytucje (m.in. z Poznania i Warszawy).
Głównym przesłaniem koncertu jest walka ze zmianami klimatu. Założeniem organizatorów jest, by zgromadzić jak największą widownię. Szacuje się, że na Maltę przybędzie 50 tys. widzów. Bilety na koncert artystki sprzedawane będą w specjalnych cenach. Najdroższy bilet będzie kosztował 95 a najtańszy 65 zł.
Sprzedaż biletów rusza 7 kwietnia w ponad 200 punktach stacjonarnych w całej Polsce. Od każdej wejściówki będzie potrącone 5zł, które zostaną przeznaczone na działania kompensujące środowisku straty związane z organizacją koncertu. Pieniądze otrzymają wskazane przez Miasto organizacje, prowadzące działania związane z ochroną środowiska.
Nelly Furtado jest obecnie jedną z najpopularniejszych piosenkarek na świecie, a jej najnowszy album "Loose" uzyskał w Polsce status platynowej płyty. Na świecie sprzedała już blisko 30 mln krążków. Poznański koncert będzie pierwszym występem gwiazdy w naszym kraju.
HA JESZCZE TO ZNALAZŁAM - INSTRUKCJE POZNAŃSKIE
Na Nelly Furtado lepiej tramwajem
Organizatorzy koncertu Nelly Furtado w Poznaniu zalecają, by na występ gwiazdy dojechać komunikacją miejską.
"Zalecamy pozostawienie samochodów w domu i poruszanie się po mieście komunikacją miejską" - informują, mając na uwadze, że w okolicy Jeziora Malta trwają roboty drogowe, utrudniające poruszanie się samochodami.
Specjalnie na okazję koncertu Nelly na Malcie, w godzinach 16.00- 20.00 oraz 23.00-1.00 tramwaje będą kursować wyjątkowo często. Uruchomiona zostanie również specjalna linia na trasie Rondo Kaponiera - Rondo Środka.
Anna Bucholc prosi o komentarze

