PRZEZ INDIE DO NEPALU I Z POWROTEM

Ten blog powstał, by na zawsze uwiecznić wspomnienia z wyprawy do Indii i Nepalu. Niepostrzeżenie stał się częścią mojego życia. W korowodzie codziennych zdarzeń i spraw do załatwienia znalazłam w końcu miejsce na odnalezienie samej siebie.



Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ural. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ural. Pokaż wszystkie posty

26 lipca 2011

SUN, GUN & MOTO CLAN

Stacyjka w bok, paliwo przetoczyło się pustym rurowodem, zalało gaźnik, poszła iskra i zagrała muzyka silnika. Trzy metalowe dziewczynki znów ruszyły w trasę. Najpierw toczyły się dumnie po asfalcie niczym królowe szos, by później rozszaleć się w swoim żywiole. Rozchlapywały błoto podskakując radośnie na wybojach mknąc żwawo wśród kwitnących pól i zielonych lasów. Brakowało mi bardzo tej swobody i miarowego dudnienia z rury. Może śrubki się rozkręcają, a dyfry leją, może trefne chińskie gaźniki nie dają się wyregulować, a sprzęgło wisi jakoś dziwnie i obciera gumę napędu, może i trzeba cały czas grzebać przy czymś, ale nie ma to jak porządne maszyny, niezłomne, za każdym razem udowadniające nam i sobie, że mogą wjechać wszędzie.

Ech co to był za dzień. W tym pochmurnym, burzowym tygodniu udało nam się sobotnie słońce na niebie, ognisko na polanie i... strzelanie! Dorotka i Mietek zabrali nas na strzelnicę w Paczółtowicach. Z 15m dziwnie łatwo jest trafić do tarczy (nawet jak się widzi tyle co ja), a samo strzelanie w sobie jest zastanawiająco podniecające... Łuski padały na ziemię dużo rzadziej niż w 'Rambo', ale odgłos - potwierdzam - jest jak w filmach. W rewolwerze faktycznie można zakręcić bębenkiem, a 'odrzut' nie wpływa na celność strzału.

07 września 2009

GRUZJA ;)

Jestemy już w domu. Nie bylo relacji na bieząco, ponieważ padl mi telefon. Nasza wyprawa do Gruzji byla wielka przygoda, ale o tym jeszcze napisze - teraz musze pracowac - mam 101 maili na skrzynce ;(. Wyprawa do Gruzji zakonczyla sie sukcesem, ale motory jeszcze nie wrocily - dojechala tylko Uazinka ;), a my wrocilismy wczoraj z Moldawii marszrutka do Odessy, z Odessy pociagiem do Lwowa, potem marszrutka do granicy i juz o 8 rano bylismy w Polsce. Do Medyki przyjechal po nas Artur, ratując tym samym przed dalsza tulaczką - dzięki Artur!

p.s. ZWIEDZANIE GRUZJI Szczegółowy opis wyprawy znajduje się pod adresem: www.ruskiem.blogspot.com
A tutaj tylko krótko, o tym co udało nam się zobaczyć:



Prom w porcie Poti. Zasada jest taka, że nigdy nie wiadomo kiedy odpłynie z Ukrainy, kiedy pojawi się w Gruzji, ani tym bardziej jak długo będzie trwał tzw. boarding time. W naszym przypadku czas oczekiwania wyniósł łącznie na Ukrainie 9h załadunek i 7h rozładunek oraz odpowiednio w Gruzji 4h i 2h.


Droga z Zugdidi do Mesti. W tle Uazinka i kapliczka grobowa. Gruzini mają piękną tradycję pamiętania o zmarłych. W każdej przydrożnej kapliczce znajdziemy zdjęcie osoby zmarłej, butelkę wina, a nawet poczęstunek.


Tak wygląda dobrze utrzymana droga krajowa i my z Ulką – jeszcze czyści …


Sztuczne jezioro powstałe po wybudowaniu zapory na rzece Inguri. Jest to druga co do wielkości betonowa zapora na świecie (ma 272m, a Szwajcarska jest wyższa tylko o 13m). Część elektrowni wodnej Inguri znajduje się na terytorium Abchazji.


Gruzińska gościnność nie zna żadnych granic. Już w pierwszej napotkanej wiosce zostaliśmy poczęstowani winem domowej roboty i tradycyjnym chaczapuri. I tak było przy każdym postoju – czym chata bogata … a wino pędzi i pije każdy szanujący się obywatel gruziński …


Mestia – stolica Swanetii zamieszkana przez 2600 Swanów. Tutaj po raz pierwszy widzimy średniowieczne, kamienne wieże, z których słynie Swanetia. Początkowo miały charakter mieszkalno – obronny, obecnie służą jako komórka, obórka lub atrakcja turystyczna.


Wnętrze swaneckiego domu. Logistyka prowadzenia gospodarstwa zupełnie nas zaskoczyła. W domu każdy miał swoje miejsce i przydział obowiązków. Dla zwiększenia wygody i komfortu zwierzęta 'czyste' tzn. krowy i baranki spały w specjalnych przyściennych przegrodach, nad nimi umieszczone były posłania, a jeszcze wyżej siano. W ten sposób zwierzęta ogrzewały sienniki i można je było karmić bez wstawania z łóżka!


Uszguli – tutaj można się dostać tylko pojazdem terenowym, rowerem, pieszo albo konno. Niewielka wioska położona na 2200m przez ponad połowę roku jest odcięta od świata, nic więc dziwnego, że wygląda tak jakby czas się tu zatrzymał.


Uszguli – XII wieczna zabudowa, dachy z kamiennych łupków i niezbyt współczesne sanie. Przyjeżdżając tu można się cofnąć w czasie, aż do średniowiecza. Cywilizacja dociera tu wraz z odwiedzinami turystów, ale mieszkańcy najwyraźniej nie chcą niczego zmieniać w swojej codzienności.


Uszguli – typowe swaneckie gospodarstwo składało się z domu mieszkalnego i tylu wież ilu gospodarz miał synów. Każda wieża ma kilka pięter połączonych drabinami, które w razie zagrożenia wciągano na wyższe piętra. Wejścia do poszczególnych pięter były ułożone naprzemiennie żeby uniknąć upadku na sam dół. W razie oblężenia wejścia zamykano płaskimi kamieniami.


Uszguli – tradycyjne swaneckie wieże obronne. Choć tego regionu nigdy nie dotknęła żadna wojna, w Uszguli zachowało się, aż 200 takich wież. Wygląda na to, że Swanowie to temperamentny naród, ponieważ wieże służyły zarówno do obrony gospodarstwa przed walczącymi ze sobą rodami, jak i jako schronienie przed żądnym zemsty sąsiadem.


Przełęcz 2 632m n.p.m. Ciepło nie było, ale widoki bezcenne i satysfakcja gwarantowana.


1850 m.n.p.m. - w nocy temperatura spadła poniżej zera, ale za poczucie pierwszych promieni słońca o poranku i śniadanie z takim widokiem każdy przespałby się tam jeszcze raz ;).


Na pierwszym planie gruzińska flora, ale głównym bohaterem tego poranka były góry z najwyższym szczytem Gruzji – Szcharą 5068m n.p.m. – w tle.


Lentechi – hol Gruzji. Tak wygląda dzielny podróżnik po całodziennej górskiej przeprawie szutrem.


Wardzia – skalne miasto, które wygląda jak plaster miodu. W czasach świetności mogło je zamieszkiwać do 60tys. osób. Miasto zostało zbudowane dla wojska – jako świetnie ukryta skalna twierdza. Zaskoczyły nas niezwykłe jak na XIIw. rozwiązania technologiczne np. specjalne rynny służące jako system wodno - kanalizacyjny lub balkony – tunele doświetlające pomieszczenia ukryte w skale.


Gelati – to zespół klasztorny i Akademia datowane na 1106r. Tutaj dzięki fundatorowi Dawidowi Budowniczemu aż do XVI w. wykładano arytmetykę, geometrię, gramatykę, astronomię, muzykę i nawet sztukę rycia w złocie.


Kutaisi – katedra Bagrati. W czasach świetności była symbolem politycznej potęgi Gruzji, jedności narodowej oraz zwycięstwa nad wrogami. Dziś po wysadzeniu jej przez wojska tureckie, a później zbombardowaniu przez rosyjskie zostały tylko ściany zewnętrzne. Jak widać na zdjęciu Gruzja łatwo nie podda się najeźdźcom – oby odbudowa szybko się zakończyła!


Batumi – piękne miasto portowe, znane z piosenki Filipinek. XIX – wieczna zabudowa, nowoczesna promenada i bardzo dobrze zaopatrzone sklepy …



Уважайные Пассажиры !

Na wspomnienie o Gruzji będziemy spełniali toasty stojąc na krzesłach i pijąc:

„за мужов, за жены, за девочки, за мальчиков, за понимание, за Полиция и нашыx Грузинских Хосподаров !”

Motory wróciły 25.09.2009r ;)

08 maja 2009

MOTOR - JAZDY DZIEŃ PIERWSZY

Dzisiaj w samo południe miałam pierwsze spotkanie "na placu". Nie powiem, żeby było super łatwo. Motor jest zadziwiająco ciężki, ale jeździ się pierwsza klasa. Na razie miałam odłączony gaz i "gienka" nr1 i nr2, także tylko takie tam tyr tyr: 1 - 2 - luz, hamowanie i pod górkę, ale na początek to wystarczyło, żeby bolały mnie ręce i plecy. Poza tym nie przejechałam nikogo, nie potrąciłam, nie rozbiłam motocykla, nic nie zepsułam, nie przejechałam pachołków i nawet mieściłam się (mniej więcej) w slalomie (bo tych magicznych "ósemek" jeszcze mi nie pozwolili), a motor upadł mi tylko jeden raz i to przez zagapienie się wyśliznął :) - więc chyba dobrze mi idzie?

p.s. a stres ma wielkie oczy...

08 lipca 2008

NAWET TEŚCIOWA JEŹDZI NA MOTORZE

Tutaj wystarczy tytuł posta i nic komentować nie trzeba. Motor musi być świetny skoro Mamie się podobało - z resztą jakby ktoś nie wierzył zapraszam do zdjęć:
Zobacz inne foti TEŚCIOWA NA M...


Anna Bucholc

02 lipca 2008

MOTOREM PO BEZDROŻACH

W czerwcu mielismy sporo wydarzeń, ale nic nie pisalam i Anna Bucholc wyleciała z googla. A teraz znowu niewiele napisze, bo własnie jedziemy nad Solinę. Za to po powrtocie opisze wszystko co sie działo i może znowu będę wypozycjonowana?

Motorem po bezdrożach to nasza pierwsza wspólna wycieczkia - pierwsza pełną ekipą motorową i zakończona ogniskiem u włascicieli łazika, który jedzie z namji do Gruzji.
Przez cały dzień jeździlismy po wąskich scieżkach i polach. Prowadzili oczywiscie Dorotka i Mietek - w okolicy znają wszystkie motorowe trasy. Motory spisały się na medal, nic się nie zepsuło, nic nie odpadło. Mam nagrany filmik, który odda atmosferę, ale żeby go zamiescić muszę być w domu. A teraz jestesmy w Poznaniu w pracy i jutro idziemy na koncert. W te wakacje mamy bardzo napięty program, mam nadzieję, że uda nam się zrealizować wszystkie plany.

p.s. Bartek będzie miał wystawę zdjęć z Indii i Nepalu - od 18 lipca do końca sierpnia w Galerii w Nowej Hucie - więcej o tym w innym pocie.

Anna Bucholc
ł
ł
ł
ł

01 czerwca 2008

MOTOR NA SŁOWACJI I ORAVSKA ŹELEZNICA

No to mamy za sobą pierwszą motorową wyprawę.
Zobacz inne fotki MOTOR NA SŁOW...

ALE NIESAMOWITA FRAJDA – BYŁO WSPANIALE!!!!
Szkoda, że Dorotka i Mietek mogli nas odprowadzić tylko do Skawiny :(. Nic to, następnym razem pojedziemy wszyscy. Pojechaliśmy niedaleko, bo motory trzeba sprawdzić. Kaśka Grześka sprawowała się bez zarzutu, ale nasza Ula strasznie się grzeje – szczególnie w południe i pod górę. Poza tym trójka w skrzyni jest całkiem do niczego i szykuje nam się porządna regulacja. Za to wieczorem daliśmy czadu – wiadomo jak jest chłodno to i motor lepiej jeździ. Pogoda była świetna – w sobotę mieliśmy trochę gorsze chwile, bo popadało i poznaliśmy co to robale. Teraz wiemy czemu ścigacze mają pełne kaski :). Muszki jeszcze da się przeżyć, ale żuki naprawdę bolą. Udało nam się z noclegiem i w niedzielę było tak, że nie ma się do czego przyczepić, poza tym, że rano nie mogliśmy odjechać, bo jedna świeca nie chciała działać. Na szczęście Grzesiek miał drobne i zepsuliśmy się pod sklepem. Zapalniczka rozwiązała sprawę i po 10 min Ula radośnie zaterkotała na dwa cylindry. Pogoda jak żyleta, warunki na motor idealne. Przejechaliśmy się wąskotorówką – krótki odcinek tam i z powrotem – ale z klimatem i widoczkami. Potem pojechaliśmy już na motorach zobaczyć prawdziwy parowóz, który jeździ na innej trasie (podobno mają połączyć tory – byłoby świetnie). Przejazd z parowozem zostawiamy na kolejny raz z Dorotką i Mietkiem (pozdrowienia dla Was). Sprawdziliśmy się w warunkach bojowych jeżdżąc po strasznych wertepach i jesteśmy zachwyceni. Co tam, że ruska trzeba naprawiać – satysfakcja jest gwarantowana!

p.s. Pisałam, że po wycieczce do Indii i Nepalu w Polsce brakuje mi pozdrawiania, machania do innych… a właśnie motocykliści się pozdrawiają – ostatnio nawet w sklepie nas chłopak zaczepił, bo widział, że mamy kaski. I super, wcale nie jesteśmy takie smutasy :)
p.s.2 Zapraszam do obejrzenia filmiku z tej wycieczki (za jakies dwa tygodnie, jak go zmontuje...)

Anna Bucholc

31 maja 2008

URAL – NASZA NOWA MIŁOŚĆ

Zobacz inne fotki URAL NASZA NO...

Udało się nareszcie kupić ruska! I to w dodatku jest Ural, a już się wydawało, że jednak będzie Kaśka [K-750]. Motor kupujemy już od zeszłego roku. To była miłość od pierwszego spojrzenia – wszystko dzięki Grześkowi. Jak opowiadał to owszem byliśmy ciekawi, ale bez większych emocji, ale jak kupił motor i do nas przyjechał – to już byliśmy straceni. Grzesiek z kolei zaraził się od Mietka i Dorotki. I tak powstała ekipa do wyjazdu do Gruzji.
Na pewno nie jest to sprzęt dla lubiących niesamowite prędkości. Nasza Ula rozwija max. 70 i jak się śmieje Bartek tylko z górki :). Ten motor jest zdecydowanie terenowy – już to sprawdzaliśmy. Z resztą ten sprzęt jest tylko dla pasjonatów, bo ciągle coś się psuje. Za pierwszym razem dojechaliśmy tylko do końca ulicy, następnym, aż za skrzyżowanie, ale teraz już jeździmy, choć naprawa skrzyni biegów i dyfra - jeszcze nas czeka. A dzisiaj jedziemy na pierwszą dalszą wycieczkę – Słowacja. Wszyscy mamy nadzieję, że nie będzie tak jak ostatnio. Wybraliśmy się za miasto i po pewnym czasie motor zgasł. Okazało się, że nie mamy paliwa – bajka. Grzesiek pojechał na najbliższą stację po paliwo i kanister. A my tymczasem zadzwoniliśmy do Mietka, który nie mógł z nami jeździć, żeby mu powiedzieć co się stało. Okazało się, że Mietek wlaśnie przejeżdża przez tą miejscowość, w której stoimy i zaraz podjedzie (stanęliśmy w Bibicach – Lipowa 11). Kiedy zadzwoniliśmy do Grześka, żeby mu powiedzieć o Mietku, okazało się, że stoi jakiś kilometr dalej bo mu się urwał kabelek od akumulatora :). Tak więc Mietek przywitał się z nami, pojechał do Grześka, naprawili kabel, Mietek pożyczył nam kanister, Grzesiek kupił paliwo i tak wspólnymi siłami pojechaliśmy do Krakowa. Dzięki wynalazcom telefonii komórkowej!
Anna Bucholc